piątek, 14 kwietnia 2017

Rozdział 16 - Sposób na miłość





Pewnego dnia atmosfera w pracowni mocno się zagęściła. Ginny wraz z trójką Ślizgonów spotkała się w laboratorium, aby dalej kontynuować warzenie eliksirów. Już na wstępie odkryła, że coś jest nie tak. Zazwyczaj rozgadani kuzynowie nagle ucichli. Severus próbował przerwać nieznośną ciszę, lecz kończyło się to niepowodzeniem. Po kilku próbach najzwyczajniej się poddał. Wyłączył się kompletnie i całkowicie skupił na przygotowywaniu eliksiru. Ginny od czasu do czasu widziała, jak rzuca nerwowe spojrzenia w stronę Regulusa i Narcyzy.
Weasley pamiętała, jak wyglądała praca jej i Snape'a na samych początkach. Wtedy z radością przyjmowała ciszę, choć czasami bywała naprawdę nie do zniesienia. Napawała się niezręcznością, co, jak teraz sobie uświadomiła, było niezdrowe z jej strony. Wynik uprzedzenia do Severusa został spowodowany przez czyny, jakie w przyszłości popełni. I mimo iż nie była szczególnie przywiązana do obecności Albusa Dumbledore'a w Hogwarcie, zdrada Snape'a mocno ją zabolała.
W pewnej chwili Ginny zauważyła, że brunet podchodzi do szafki ze składnikami. Korzystając z okazji, stanęła obok niego pod pretekstem znalezienia waleriany.
— O co chodzi? — zapytała szeptem. Natknęła się ręką na jakiś obślizgły przedmiot, więc szybko cofnęła dłoń. Spojrzała z wyczekiwaniem na Severusa, który nie odrywał wzroku od składników. Usilnie wpatrywał się w nie, jakby i one były winne atmosferze w pracowni. — Severusie? Proszę, powiedz mi, co się stało. Wiem, że wiesz. — Poczuła się głupio na takie stwierdzenie.
Severus westchnął i dopiero wtedy skierował na nią swoje czarne oczy.
— W arystokratycznych rodzinach rodzice wybierają męża lub żonę swoim dzieciom — odrzekł, nachylając się do Ginny. Rozejrzał się tylko, czy aby na pewno Narcyza i Regulus nie słyszą, po czym kontynuował: — Najczęściej te dzieciaki są w wieku szkolnym, dlatego raz w roku mają pozwolenie wyjść z Hogwartu. Oczywiście nie liczą się święta i wakacje. Chodzi o przywileje, jakie ma każdy arystokrata. Nauczyciele wiedzą, że muszą iść na wybieranie. — Skrzywił się, a Ginny wraz z nim.
— Ale to okropne! — zawołała. Dmuchnęła na wlatujący do jej oczu kosmyk włosów. Z frustracją założyła dłonie na biodra. — Oni mają po czternaście lat! I już w takim wieku mają wybierać swojego partnera na stałe?
Severus wzruszył ramionami. Ginny zacisnęła usta na ten jawny akt obojętności i powstrzymała się od uderzenia go w ramię. 
— W arystokracji to normalne. Ważne, aby ród przerwał.
Ginny wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.
— I ty to tak po prostu akceptujesz? — Chciała krzyczeć jak najgłośniej potrafi. Zdobyła się jednak na karcący szept, jakby karała nieznośne dziecko.
— Inni akceptują — stwierdził. Gryfonce mogło się to wydawać, ale usłyszała trochę jadu w jego głosie. "Przynajmniej tyle", pomyślała. — Blackowie już się pogodzili. Byli na to przygotowywani od kilku lat. Wiedzą, czego się spodziewać. Poza tym — dodał po chwili — nie wszyscy arystokraci pragną się buntować. Odpowiada im taki układ – rodziny wybierają za nich. I akurat z tym się zgodzę. To bardzo wygodne.
Wyciągnął rękę, w której trzymał suszone figi. Rzucił po raz ostatni spojrzenie Ginny, po czym odszedł do swojego stanowiska. Ginny wpatrywała się w jego plecy.
Bez wątpienia Narcyza wylosuje Lucjusza za swojego męża. Weasley zastanowiła się, czy Blackówna kiedykolwiek zakochała się w Malfoyu. Widziała ich często razem, choć zazwyczaj trzymali dystans. Co prawda, mogli ukrywać swoje uczucia, jednak Gryfonka mocno w to powątpiewała. Narcyza nigdy nie kochała Lucjusza, nawet najmniejszą cząstką swojego serca. 
"A czy kiedykolwiek pokochała kogoś innego?", zapytała się w myślach. "Przecież Ślizgoni nie potrafią kochać".
Spuściła na dół głowę. Ślizgoni nie kochają nikogo oprócz siebie. Ginny na pewno nadawała się do Slytherinu.
Wzięła najbliżej leżący składnik, jaki miała pod ręką. Aż miała ochotę rzucić nim o ścianę, kiedy zobaczyła, że trzyma kły węża.  




Na grubym, drewnianym stoliku znajdowała się garść porozrzucanych rudych włosów. Kilka kosmyków leżało też na podłodze wyściełanej czerwonobrązowym dywanem lub krwistej kanapie. Wokół panował ogólny rozgardiasz, który przeraziłby niejednego perfekcjonistę.
Ginny zaśmiała się radośnie. O mało z jej kolan nie spadł katalog, który ukradła wraz z Jamesem przechodzącemu mugolowi. Rozzłoszczona kobieta krzyczała za nimi i wymachiwała groźnie rękami, krzycząc, że zawiadomi policję. Wołała na przechodniów, aby pomogli jej złapać złodziejów, lecz było już za późno. Ginny i James zniknęli za rogiem. Kiedy tłum wbiegł w ulicę, nie zauważyli ani śladu po zbiegach.
— To było okrutne — zauważyła Ginny ze śmiechem. Czuła się jak po wypiciu pięciu piw kremowych. — Uznali ją za wariatkę — parsknęła, a James zarechotał.
— Należało jej się. Była jakąś histeryczką. Ja to widziałem.
Ginny zgięła się na pół ze śmiechu. Kolorowy katalog spadł na dobre na podłogę.
— Nie ruszaj się! — zastrzegł James, choć sam już ledwo widział przez łzy. — Jeszcze źle przytnę i będzie na mnie, że wyglądasz niczym napuszony lemur.
Ginny spróbowała wziąć głęboki oddech na uspokojenie, lecz po chwili znowu wybuchnęła śmiechem. 
— Nie potrafię — wykrztusiła. Wzięła z powrotem katalog i otworzyła na odpowiedniej stronie. 
Ginny i James wymknęli się ze szkoły do Hogsmeade, skąd, dzięki Sieci Fiuu, znaleźli się w mugolskiej dzielnicy. Najprawdopodobniej nigdy by ich tam nie było, gdyby nie Potter. Chłopak pewnego dnia powiedział, że Ginny ma tak długie włosy, że zaczyna wyglądać w nich coraz gorzej. Gryfonka wzięła to sobie do serca, więc zajęła się poszukiwaniami zaklęcia na skrócenie fryzury. Nie mogąc nic znaleźć, wyrwała Jamesa ze szkoły do mugolskiego miasta.
— Naprawdę nie wiem, jakim cudem ci się to udało — rzekł Potter, kiedy znaleźli się już w Wieży. Reszta uczniów już dawno spała w łóżkach, więc mogli rozłożyć się gdziekolwiek chcieli. — Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego.
— Siła perswazji. — Uśmiechnęła się radośnie, siadając na kanapie. James oklapł na miejsce obok niej i wpatrzył w iskrzący się ogień.
— Mam pomysł — powiedział, próbując ukryć drganie ust. — Musisz mi tylko zaufać.
— Zależy w czym.
James odchylił się i zmrużył zabawnie oczy.
— Spodoba ci się to.
W ten sposób od kilku minut Ginny znajdowała się pod opieką Jamesa.
— Jak myślisz, jak inni jutro zareagują? — zapytała Ginny i po chwili usłyszała cichy dźwięk nożyczek. Na jej rękę opadł kosmyk włosów.
— Będą zachwyceni!
— A czy ty przynajmniej wiesz, co robisz?
— Nie mam zielonego pojęcia — przyznał szczerze James. Uśmiechnął się szeroko. — To mój pierwszy raz. Nigdy nie bawiłem się w fryzjera. Ale nie bój nic, jak na razie wszystko dobrze wychodzi.
Ginny postanowiła przemilczeć sprawę i zajęła się przeglądaniem katalogu. W środku znajdowała się cała masa fryzur, które totalnie nie podobały się Gryfonce. Dlatego prędko zamknęła magazyn i rzuciła w ogień.
— Ej! — oburzył się James. — Dlaczego to wyrzuciłaś?
Ginny wzruszyła ramionami. Na szczęście Potter nie widział twarzy Weasley.
— Nic mi się nie podobało. A po co trzymać przy sobie rzeczy, które są niepotrzebne? Przynajmniej ogień się nie wypali w kominku.
— Jest podtrzymywany zaklęciem. Nigdy nie zgaśnie. — James zmarszczył nos.
Ginny odwróciła się w jego stronę. Chłopak stał nad nią z nożyczkami w dłoni. Ginny zauważyła w jego oczach rozbawione ogniki, dlatego też uśmiechnęła się wesoło.
— Potrzebowałeś go?
James prychnął i opuścił dłoń. Drugą ręką zwichrzył włosy, a następnie poprawił okulary. 
— Nie. Chciałem to dać Lily. Spodobałoby jej się? — Zabrzmiało to bardziej jak pytanie, a nie stwierdzenie.
— Prawdopodobnie. — Przytaknęła Ginny. — Ona lubi takie rzeczy, jak typowa dziewczyna w jej wieku.
James oparł się dłońmi o kanapę i na moment zagapił na przeciwną stronę. Ginny zastanowiła się, dlaczego Potter tak bardzo zwraca uwagę na katalog dla Lily.
"Czyżby chciał jej zaimponować?"  
 Każdy w Hogwarcie widział, że James i Lily spędzają ze sobą ogromną ilość czasu. Niektórzy uczniowie zakładali się, które z nich jako pierwsze wykona krok w stronę miłości. Jak na razie dwójka Gryfonów szła łeb w łeb w tych małych zawodach, które zorganizowali Hogwartczycy. Zarówno Potter jak i Evans starali się pokazać, iż są wartościowymi ludźmi. 
Ginny zaś poczuła się odrzucona, kiedy to James i Lily spędzali z nią coraz mniej czasu. Czasami paliła ją zazdrość, widząc tę dwójkę radosną i uśmiechniętą, jaką nie byli w jej towarzystwie. Powoli zakochiwali się w sobie, a Ginny z boku obserwowała ich poczynania. Nie miała nawet szansy, żeby zainterweniować, gdy byłoby bardzo źle w ich relacjach. Po prostu pasowali do siebie idealnie, nie sprzeczając się ze sobą ani razu.
James poruszył się, wydając z siebie ciche westchnienie. Ginny popatrzyła na niego przepraszająco. Jednakże w głębi serca cieszyła się na to, że Potter nie mógł podarować tak drobnej rzeczy Evans.
— Trudno. — Wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się szeroko do Weasley. — Przynajmniej masz lepszą fryzurę.
— Prawda. — Zaśmiała się. — Dzięki, James. 
Po krótkiej rozmowie zaczęli sprzątać Pokój Wspólny, aby na następny dzień uczniowie nie zauważyli porozrzucanych włosów. Wrzucili je do ognia i obserwowali, jak rude kosmyki powoli nikną wśród płomieni. Ginny ze zdziwieniem zauważyła, że jej kręcone włosy prawie wcale nie różnią się kolorem od płomyka.
Pożegnali się cicho i, idąc na palcach, wymknęli się do swoich pokojów.




— Ile im jeszcze czasu zostało? — zapytała Ginny, kiedy razem z Severusem zostali sami w pracowni. Narcyza i Regulus poszli do swoich dormitoriów, aby być wyspanym na następne zajęcia, więc Weasley mogła ze swobodą wypytać Snape'a o dzień wyboru. — Severusie? Kiedy idą na wybieranie swoich małżonków?
Chłopak postawił z hukiem skrzynkę na podłodze. Wokół Severusa wzbił się kurz, który potem osiadł na jego szatach. Odgarnął włosy z czoła i odwrócił się w stronę Ginny, która z niecierpliwością się w niego wpatrywała.
— Jutro — odparł Snape i usiadł na brzegu skrzynki. Weasley miała teraz na niego idealny widok. Lubiła patrzeć na kogoś z góry. — Dlatego tak wcześnie uciekli. Chcą zachować przytomność umysłu, żeby jutro nie wydać się mimiką twarzy przy rodzinie.
Ginny zwiesiła głowę i zapatrzyła w podłogę. Nieświadomie zaczęła podążać wzrokiem po ścieżce z kamienia polnego. 
— Myślisz, że będą szczęśliwi? — spytała głuchym głosem. Zaczęła wykrzywiać stopy to do siebie, to w przeciwną stronę. — Chodzi mi o ich wybór. 
— Rzadko kiedy takie małżeństwa są szczęśliwe. Brak miłości przez całe następne życie potrafi być przytłaczający.
Ginny pokiwała głową. Porozmawiała jeszcze chwilę o dwójce Ślizgonów, po czym postanowiła udać się do Wieży Gryffindoru. Po drodze obiecała sobie, że następnego dnia porozmawia poważnie z Narcyzą. 


Tak jak przysięgła, udała się na poszukiwania Narcyzy. Słońce przypiekało ją w twarz, kiedy wyszła na błonia, a z kolei poczuła przyjemną wilgoć od jeziora. Blackówna często przychodziła nad wodę lub pod jej ulubione drzewo, jednakże Weasley tym razem nie znalazła jej tam. Postanowiła więc udać się do pracowni, lecz, widząc nieobecność Ślizgonki, ostatnim wyjściem została biblioteka. Kiedy wparowała do środka, miała ogromną nadzieję ją tam zastać. 
Narcyza rzadko przebywała w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Tak samo jak Regulus, wolała udać się w ciche miejsce, aby tam pouczyć się z dala od wszystkowidzących Ślizgonów. Nie oznaczało to, że nie lubiła przebywać wśród swoich przyjaciół. Niegdyś wyjątkowo często spędzała czas w Pokoju Wspólnym. Jak sama mówiła, lochy to jej ostoja spokoju, gdzie nie musiała ukrywać swoich uczuć za kamienną maską. Jednakże czasami potrzebowała odetchnąć również od swojego domu.
Ginny przeszła pomiędzy każdym działem. Wszędzie znajdowali się uczniowie, których niejako kojarzyła. Nigdzie jednak nie mogła znaleźć Narcyzy, co zaowocowało myślą, że być może Ślizgonka wciąż jest na wybieraniu. Zaraz potem pomyślała, że to niemożliwe, aby wybory trwały kilka godzin.  
Przechodząc z powrotem przez pomieszczenie, kiwnęła głową kilku uczniom, którzy ją rozpoznali. Nie traciła tym samym czujności, bo Narcyza mogła ukrywać się wśród jednej z tych grupek osób, które siedziały w bibliotece. Po chwili wyszła i skierowała się w stronę lochów.
Podziemia w Hogwarcie od zawsze fascynowały Ginny. Na ścianach nie była powieszona ani jedna pochodnia, cały korytarz stanowił najbardziej zawiłą część w zamku. Dziesiątki skręceń i brak okien nadawały lochom urzekający mrok. Tunele zostały zbudowane z ciemnego bruku, który, dzięki czarom, przybierał barwę szmaragdową, kiedy się obok przechodziło. 
Ginny skręciła w prawo, widząc przed sobą kolejny dłużący się korytarz. Szła coraz to pewniejszym krokiem. Im głębiej sięgała siedliska węży, tym bardziej przybierała na odwadze. Czuła się, jakby docierała do swojego domu, czego nigdy nie miewała w Pokoju Wspólnym Gryffindoru.
Nieświadomie dostosowała odgłos swoich kroków do ciszy panującej na korytarzu. Nasłuchiwała czy ktoś przypadkiem nie nadchodzi, żeby mieć czas, aby się ukryć. Mimo iż tak naprawdę była Ślizgonką – a przynajmniej w jej mniemaniu – to wciąż nosiła krawat Gryffindoru. A Gryfoni nie są mile widziani w pobliżu Pokoju Wspólnego Slytherinu.
Nagle Ginny usłyszała ciche łkanie dochodzące z końca tunelu. Bez pośpiechu podeszła do źródła dźwięku, czując niemałe zażenowanie. Wizja pocieszania jakiegoś dziecka nie bardzo leżała w jej planie dnia.
Kiedy w końcu doszła do osoby szlochającej, ze zdziwieniem zauważyła, że jest to Narcyza. Dziewczyna siedziała skulona na swoim miejscu, obejmując nogi ramionami. Arystokratka nie zauważyła, jak Ginny się zbliża. Cicho popłakiwała na swoim miejscu, nie zwracając uwagi na resztę otoczenia.
Weasley rozejrzała się dookoła. Nikt jak na razie nie przechodził. Stała sama z płaczącą Narcyzą, która nawet jej nie zauważyła. Ginny westchnęła wewnętrznie. Mimo iż Blackówna była jej znajomą, wciąż nie uśmiechało jej się pocieszanie dziewczyny. Nienawidziła, kiedy ktokolwiek płakał. Każdy taki wybuch rozpaczy przyjmowała z zirytowaniem lub, jeśli była kompletnie wyprowadzona z równowagi, krzykami.
Zacisnęła pięści i przyjęła zaciętą minę, jakby gotowała się do walki. Usiadła obok Narcyzy, a kiedy to również nie pomogło, położyła dłoń na jej ramieniu. Nareszcie udało jej się skupić uwagę Ślizgonki, więc prędko cofnęła rękę. Czuła jeszcze większe onieśmielenie niż wcześniej. 
— Hej — wymamrotała Narcyza. Przetarła oczy i nos, jednak po chwili znowu łzy popłynęły po jej twarzy.
— Co się stało? — zapytała Ginny, starając się nie pokazać swoich prawdziwych uczuć. Dlatego ze spokojem obserwowała, jak Narcyza szlocha w dłonie.
— Byłam na wybieraniu — zawiadomiła. — Merlinie, ja byłam na wybieraniu. — Oparła czoło na dłoniach i zaczęła kiwać się to w przód, to w tył. Ukryła zaczerwienione oczy i opuchniętą twarz.
— I? — palnęła Ginny. Natychmiast ugryzła się w język. Nawet w jej odczuciu zabrzmiało to niesamowicie oschle. — Masz już wybranego męża? Kto to jest?
Narcyza nie odpowiedziała. Weasley zaczęła się zastanawiać, czy znowu czegoś złego nie powiedziała. Pragnęła tylko wiedzieć, za kogo wychodzi Blackówna. Gdyby nie była tego ciekawa, prawdopodobnie uciekłaby z dala od Ślizgonki, zostawiając ją samą ze swoimi problemami.
— Wychodzę za mąż za potwora — jęknęła nagle Narcyza. Zaszlochała ponownie i oparła głowę o mur, kręcąc nią w prawo i w lewo. — Rozumiesz, Ginny? Wychodzę za potwora.
Gryfonka obserwowała Narcyzę. Przez myśl przeszło jej, że musiała wyglądać tak samo, kiedy Tom wywołał u niej ataki płaczu. Jak biedna, zrozpaczona i może odrobinę oszalała dziewczynka.
Ginny spróbowała się uśmiechnąć, choć przez wspomnienie Riddle'a to nie było takie łatwe. Dlatego wykrzesała z siebie tyle dobra, ile obecnie miała w sobie.
— Słuchaj — zaczęła pewnym głosem — poradzisz sobie. Jesteś Ślizgonką z krwi i kości. Byle chwilowe załamanie nie kończy twojego świata.
— A skąd wiesz? — zapytała z goryczą Narcyza. — To "byle chwilowe załamanie" jest połączone z moim przyszłym małżeństwem. A ja tego nie chcę. Nie chcę być już na zawsze uzależniona od swojego męża, który jest dodatkowo istnym tyranem. — Pokręciła energicznie głową.
Ginny westchnęła udręczona i zacisnęła zęby.  
— Pogodzisz się z tym — rzuciła. — Każdy się ze wszystkim w końcu godzi. Nawet ktoś taki jak Narcyza Black.
— Nie na długo Black. — Skrzywiła się Narcyza.
— Więc kto, do cholery? — huknęła Ginny, gwałtownie wstając ze swojego miejsca. Straciła nerwy na bycie delikatną. — Kogo nazywasz tyranem? Za kogo w końcu wychodzisz, Narcyzo?
— Za Lucjusza Malfoya. 
Ginny zaniemówiła w pół słowa. Uniesione w górze ręce opadły wzdłuż ciała, a całe zirytowanie zniknęło jak za dotknięciem różdżki. Teraz mogła spojrzeć łagodniej na Ślizgonkę.
— Wiedziałam — szepnęła, zaś na głos dodała: — Przykro mi. I przepraszam, że wcześniej się tak zdenerwowałam. Ale jakim cudem? Czy Malfoy nie miał już wcześniej kogoś wybranego?
Narcyza popatrzyła pusto w przestrzeń. Powoli zaczęła otwierać usta, żeby odpowiedzieć na pytanie Gryfonki.
— Miał, ale tylko przez chwilę. Rudolf umiejętnie odebrał Bellatriks Lucjuszowi. Podobno wybuchła z tego powodu niezła kłótnia.
Ginny pokiwała głową na znak, że rozumie. Po chwili wpadła na pomysł, który prawdopodobnie uratuje ją od towarzystwa Ślizgonki.
— Przyprowadzić Regulusa? Zapewne zamartwia się gdzie jesteś.
— Poproszę. — Narcyza pociągnęła nosem.
Ginny pospieszyła na poszukiwania Regulusa, zostawiając za sobą Blackównę. Kiedy była już wystarczająco daleko, mogła odetchnąć z ulgą. 
— Przebywanie wśród załamanych osób stanowczo nie jest dla mnie — wymamrotała cicho. Z nową energią odepchnęła się od ściany, którą wcześniej podpierała, i wtopiła się w tłum przechodzący przez korytarz. Odnalazła Regulusa i wskazała mu drogę do swojej kuzynki. Chłopak podziękował jej i popędził do Ślizgonki, nie bacząc już na nikogo innego.
Kiedy Ginny stała na środku korytarza, popychana przez chodzących uczniów, zrozumiała, że Narcyza nie potrzebuje już pomocy. Bo przecież kiedy Weasley odchodziła, Blackówna była całkowicie spokojna. 
"O Merlinie", pomyślała. "Pocieszyłam Narcyzę".




Ginny wtoczyła się do Pokoju Wspólnego Gryfonów późnej nocy. Ledwo trzymała się na nogach, a oczy miała otwarte tylko dlatego, bo chciała trafić do łóżka. Jak przez mgłę zauważyła zbierającego swoje rzeczy Syriusza. Poczłapała w jego stronę i stanęła tuż przed nim.
— Ginny? — zapytał niepewnie chłopak. Odrzucił książki na stolik. — Wszystko w porządku?
— Tak — wybąkała Gryfonka. — Chcę się tylko do kogoś przytulić. — Rozpostarła ramiona i mocno uścisnęła Syriusza. Black przez chwilę stał zdziwiony, lecz już po chwili odwzajemnił gest. — Jestem po prostu zmęczona. Miałam ciężki dzień. Musiałam oglądać tyle łez, i tyle pocieszać, i tyle chodzić, i...
Syriusz uciszył ją. Ginny westchnęła i wymamrotała coś w jego koszulę, czego Black nie zrozumiał.
— Zaprowadzić cię do dormitorium?
— Masz ładne perfumy — odpowiedziała Gryfonka zamiast tego. — Nawet bardzo ładne.
— Dzięki, dostałem je od Jamesa. — Ginny zwiększyła swój uścisk. — Znowu mam zostać zgnieciony przez żubra?
— Bardziej przez koalę. Ja jestem jak koala. Kulę się jak koala. Takie fajne, milutkie zwierzątko. Prawda, Syriuszu? — Oparła głowę na jego klatce piersiowej i ponownie westchnęła. — Naprawdę ładnie pachniesz.
— Ginny, czy ty coś piłaś? — spytał chłopak, choć czuł, że tak czysto teoretycznie.
— Tyle. — Pokazała palcami. — Musiałam jakoś odetchnąć po całym dniu, bo jestem bardzo zmęczona. To wszystko nie na moje nerwy.
Syriusz zaśmiał się wesoło i wypuścił Ginny z uścisku. Dziewczyna jęknęła i chciała znowu przytulić Syriusza, lecz chłopak jej na to nie pozwolił.
— Słuchaj, mała, zaprowadzę cię teraz do dormitorium, gdzie pójdziesz grzecznie spać. Jutro musimy przeprowadzić poważną rozmowę na temat picia w Hogwarcie. — Uśmiechnął się szeroko.
Ginny niebezpiecznie zaczęła się kiwać, dlatego Syriusz wziął ją pod ramię. Weasley wyszczerzyła po pijacku zęby w jego stronę.
— Poważne rozmowy? Przecież sam czasami sobie popijasz. Wiem, bo w przyszłości to wspominałeś. Że cała wasza czwórka często imprezowała.
— Co? — Syriusz zatrzymał się nagle i popatrzył na nią ze zdziwieniem.
— Nie słuchaj mnie. Jestem pijana. Chcę do łóżka — stęknęła. Syriusz jeszcze przez chwilę ja obserwował, po czym odprowadził do dormitorium.
— On może wejść — rzuciła do schodów, dając im jasny znak, żeby nie zrzucały Blacka. 
Syriusz wspiął się po stopniach i otworzył cicho drzwi, aby nie obudzić śpiących Lily i Mary. Ułożył bezpiecznie Ginny na pościeli, o mało nie uderzając głową o baldachim.
— Dzięki, Syriuszu.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
— Do usług, mała.
Nakrył ją kołdrą i poczekał, aż Weasley zaśnie. Potem, kiedy był upewniony, że już smacznie chrapie, wymknął się z powrotem do Pokoju Wspólnego. Pośpiesznie zebrał swoje rzeczy i włożył do torby, nie chcąc hałasem obudzić jakichkolwiek prefektów.     


Rozdział zbetowała Sovbedlly.

8 komentarzy:

  1. "— Przebywanie wśród załamanych osób stanowczo nie jest dla mnie — wymamrotała cicho." – Boże, to ja. Nawet jak moja przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, bo się załamuje z powodu chłopaka, to ja nic nie potrafię zrobić. Co jest ze mną nie tak? ;_;
    Jejku, jak mi żal Narcyzy i Regulusa. Narcyzy zwłaszcza, chociaż w sumie shipuję lucissę, ale teraz było mi jej tak strasznie szkoda.
    Znowu mało scen między Ginny a Syriuszem. XD Tak, będę cię o to męczyć, więc się od razu przygotuj. XDD
    Dużych pokładów weny i oczywiście wesołych świąt! <3
    cursed sociopath (cytując jedynego na świecie kryminalistę-konsultanta ,,I am soooo changeable!'')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ich shippuję, no ale na potrzeby opowiadania musi być tym złym.
      Następny rozdział myślę, że Ci się spodoba, jeśli chodzi o sceny między Ginny i Syriuszem ^^
      Ja również życzę wesołych świąt :*
      CanisPL

      Usuń
    2. To się nie mogę doczekać (i tu dałabym tę emotkę z messengera XD)
      cursed sociopath

      Usuń
  2. Cześć, cześć! :)
    Dzisiaj bez większych opóźnień. :D Chociaż ostatnio jestem zazwyczaj na czas. :D
    Więc ten... Rozdział super! ^^ Mega mi się podobał. Naprawdę. Powiedziałabym, ze przyjemnie mi się go czytało, ale to chyba nie na miejscu, biorąc pod uwagę Narycyze. :/
    Kurczę, strasznie szkoda mi się jej zrobiło... Przecież ona jest taka... No to jest Narcyza Black! Ona nie może wyjść za taką łajzę, delikatnie mówiąc. :/ Ech, no ja po prostu nie wierze... :P
    Jejciu, jak ta Ginny mnie irytuje... :P Nie odbierz tego źle, oczywiście. ;) Ona naprawdę nie nadaje się do pocieszenia... Zamiast jakoś spokojnie do tej Narcyzy mówić, to ona jeszcze się irytuje, że ona nie mówi. :P Ale w jakis sposób jej pomogła. Chociaż taki plus. :)
    Ostatnia scena mi się mega podobała. <3
    A miś koala przesuper! :D
    To chyba tyle. :)
    Z góry przepraszam za jakieś dziwne przeinaczenia, ale piszę piszę telefonu i autokorekta... No, to chyba zrozumiałe. xD
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! To Narcyza Black, jedna z najsilniejszych kobiet w uniwersum Harry'ego! Da sobie radę xd
      Biedna Ginny, taka nielubiana xD Po 20 rozdziale obiecuję, że polubisz. Tak jak i kilku innych bohaterów, którzy się pojawią ^^
      Ja również pozdrawiam! I życzę wesołych świąt.
      CanisPL

      Usuń
    2. Właśnie! Wiedziałam, ze o czymś zapomnę. :P
      Wesołych świąt! :)

      Usuń
  3. Nie spodziewałam się, że wybór męża w rodzinach arystokratycznych następuje tak szybko. 14 lat? To prawie jak średniowiecze xD
    I oczywiście żal mi Narcyzy. Zawsze zdawało mi się, że Malfoyowie są dość zgranym małżeństwem. Tutaj widzę inną wersję. Czekam na rozwinięcie Lucjusza jako potwora ;P
    Haha, końcówka była zabawna. Syriusz jest taki troskliwy. Mało brakowało, a Ginny by się wygadała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miałam wyobrażenie świata czarodziejskiego jako takiego zatrzymanego w średniowieczu xD Zamki, pióra, pergaminy, atramenty, brukowane uliczki czy staroświeckie zachowanie arystokratów xD
      O, ja też zawsze widziałam Malfoyów jako zgraną parę. Jednak na potrzeby fanficku musiałam zrobić wszystko na przekór >.<
      Pozdrawiam! ^^
      CanisPL

      Usuń

layout by oreuis