sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 14 - Rodzina Black

Uwaga! Tutaj następują szczególne zmiany w kanonie, gdyż zmieniłam wiek Narcyzy Black.



Ginny westchnęła ciężko i przeczesała swoje włosy palcami. Od paru dni czuła się wyjątkowo markotnie. Jedną z wielu emocji, które jej towarzyszyły, było dominujące uczucie pustki, które powoli wycieńczało jej organizm. Słabł z dnia na dzień, jakby był małą roślinką, która umiera z powodu braku wody. Często przyłapywała się na tym, że po prostu siedzi i wpatruje się w dal, mając na sobie tę samą, obojętną maskę. Jednak wewnątrz wręcz wyła ze smutku, a ból z każdej strony atakował jej serce. W najmniej odpowiednich momentach oczy szkliły jej się, a gardło zaciskało w supeł. Ostatnio tak było kiedy odpowiadała na lekcji transmutacji oraz podczas rozmowy z przyjaciółmi. Dostawała wtedy swego rodzaju usterkę, która uniemożliwiała jej prawidłowe funkcjonowanie.
Pewnej nocy, ni stąd ni zowąd, łzy w końcu znalazły swoje ujście, kiedy to wpatrywała się w baldachim łóżka. Reszta współlokatorek już smacznie spała, więc nie mogły usłyszeć cichego łkania. Smutek uderzył w nią z taką siłą, iż już po prostu nie wytrzymała. Łapała płytkie oddechy i czuła gorące od płaczu policzki.
Postanowiła wstać z łóżka i udać się do łazienki, żeby obmyć opuchłą twarz. Usiadła na łóżku i zagapiła się w widok za oknem, choć tak naprawdę wcale go nie zauważyła. Nie widziała ciemnych chmur i Zakazanego Lasu, który z tego widoku przypominał mroczną puszczę. Łzy przysłoniły jej widok na świat nawet wtedy, kiedy weszła do łazienki po paru długich minutach. Zamknęła za sobą cicho drzwi i oparła się, chcąc walić w nie głową, żeby to wszystko w końcu przeszło. Zamiast tego dostała kolejny atak łkania, większego niż poprzedni.
Powoli osunęła się na podłogę. Położyła łokieć na kolanie i oparła głowę o dłoń.
— Nie sądziłem, że aż tak mocno oberwiesz — stwierdził Tom bezuczuciowym głosem.
— Idź stąd — jęknęła. Nie chciała teraz słuchać, jak Tom znowu zaczyna swoją gadkę. Brakowało jej sił, żeby to zrobić. — Nie widzisz, że nie chcę, żebyś tu przebywał? Zostaw mnie w spokoju.
— Gdybym to zrobił, prawdopodobnie nie wytrzymałabyś pod naporem smutku.
— Doskonale sobie bez ciebie poradzę.
— Akurat nie w tym wypadku. — Westchnął, klękając obok niej. Spróbował spojrzeć jej w oczy, lecz ta umiejętnie je zakrywała. — Cały czas tak masz?
Ginny pokiwała głową, pociągając nosem.
— Już od tygodnia. Tom, błagam, idź stąd.
— Nie mam zamiaru. Na pewno nie dlatego, że wiem, iż to przeze mnie jesteś w takim stanie.
— Co? — wymamrotała przez dłoń.
Odsunęła rękę z twarzy, aby spojrzeć wprost na Toma, którego aż uderzył widok zapłakanej dziewczyny. Oczy miała całe czerwone, a powieki opuchnięte.
— Gdybym nie zabierał cię w swoje wspomnienia, prawdopodobnie byłabyś cały czas sobą — wyjaśnił. Po tym spotkał się z głęboką ciszą ze strony Ginny, która utkwiła wzrok w ścianie za Tomem.
— Czyli to przez ciebie, tak? — zapytała.
Tom otworzył usta, żeby cokolwiek odpowiedzieć, jednakże w porę się powstrzymał.
Zobaczył nienawiść w jej oczach.
— Tak, to moja wina — przyznał się. — Wiedziałem, że tak się stanie. To skomplikowany mechanizm, o którym nie będę ci opowiadał, bo zajęłoby to kilka ładnych minut. Nie zmienia to jednak faktu, że sama się zgodziłaś, a ja tylko...
— Ty łajdaku! — krzyknęła, przerywając mu wpół słowa. — Ty parszywy, oślizgły, okrutny niewdzięczniku!
— Weasley...
— Żadna Weasley, Riddle! — wrzasnęła, zaczynając histeryzować. — Wiedziałeś, do jakiego stanu mnie to doprowadzi! I nic, kompletnie nic z tym nie zrobiłeś. I nie — przerwała mu, kiedy zaczął na nowo otwierać usta — nie mów mi, że to przeze mnie, bo się zgodziłam. Nie powiedziałeś mi o tych skutkach ubocznych. Gdybym wiedziała, nigdy nie zgodziłabym się wejść do tych twoich pieprzonych wspomnień!
— Nie moich tylko Toma...
— A co to za różnica? To ty je posiadasz! To ty o nich wiesz! I to ty pozwoliłeś mi doprowadzić się do takiego stanu! Znikaj stąd!
— Weasley, naprawdę cię za to przepraszam.
Ginny wzięła w ręce najbliżej wiszący ręcznik i rzuciła nim w Toma. Zamiast uderzyć go w twarz, przeleciał tylko przez niego, doprowadzając ją tym samym do większego szału.
— Idź stąd! Idź stąd! IDŹ! — Zdzierała gardło.
Tom zauważył, że już nic więcej nie zdziała. Ostatni raz spojrzał na Ginny, a potem znikł, pozostawiając ją samą wśród sterty ręczników. Ginny głośno zaszlochała i upadła na kolana. Zaczęła trząść się, jakby ktoś ją właśnie potraktował Cruciatusem.
W końcu zasnęła, wyczerpana od płaczu.



W piątek, podczas ostatniego tygodnia stycznia, pracowała pieczołowicie nad zadaniem z transmutacji. Co chwilę jednak musiała przerywać pisanie, aby rozmasować sobie obolałe plecy po spędzonej nocy w łazience. Nawet porozrzucane ręczniki nie uchroniły ją od twardych płytek. Na szczęście Mary znalazła ją następnego dnia, kiedy to próbowała dobić się do środka, gdyż, jak później stwierdziła, Ginny "stanowczo za długo jak na nią tam siedziała".
Teraz Ginny westchnęła ciężko i odgarnęła do tyłu włosy. Były za długie, lecz oczekiwała, aż w wakacje nadarzy się okazja, żeby je ściąć. Oczywiście o ile wróci wtedy do swoich czasów. Miała już mniej więcej zakreślony plan, jak to zrobić, lecz brakowało jej jednego najważniejszego punktu, który był potrzebny, żeby całość została dokonana.
Nagle poczuła, jak łzy na powrót wracają do jej oczu. Szybko powzięła pergamin w ręce i zaczęła w niego dmuchać, żeby atrament zdołał prędko wyschnąć. Nie chciała, aby łzy wymieszały się z czarnym kolorem, ponieważ to zepsułoby całą estetykę tekstu, nad jaką zawsze pracowała. Ład i porządek zawsze stawiała na pierwszym miejscu.
— Ginny! Co tam u ciebie, mała?
Gryfonka jęknęła przeciągle i zaczęła szybko mrugać oczami, aby odgonić nagromadzone tam łzy.
— W porządku. — Spróbowała nadać swojemu głosowi wesoły ton. O dziwo, udało jej się, pomimo chwilowego załamania mowy. — Właśnie skończyłam  odrabiać zadanie z transmutacji.
— Banalnie proste — stwierdził Syriusz, opadając na kanapę.
— Przejawiasz nowy talent? — Uniosła brew.
— Jestem na to zbyt zajętym człowiekiem.
Po tym zapadła między nimi cisza, której Ginny nie miała zamiaru przerywać. Spakowała do torby pergamin i odrzuciła ją na podłogę,
— Ostatnio chodzisz wiecznie nieszczęśliwa — zaczął Syriusz. — Snujesz się jak duch po korytarzach. Coś się stało?
— Ciężkie dni — powiedziała kwaśno. — Za dużo nauki jak na ten miesiąc, przez co obawiam się, że wszystko zawalę. Chciałabym na chwilę od tego odpocząć, ale nie ma sposobu.
Syriusz zamyślił się nad jej słowami. Podparł głowę o dłoń i wpatrzył w przestrzeń. Po kilku sekundach jednak rzekł przeciągle:
— Cóż, jest jeden. Sprawdzony, doskonale działa.
— Jaki?
— A taki.
Szybko rzucił się na nią i zaczął gilgotać ją po brzuchu. Ginny wybuchła wesołym śmiechem, jakim nie potrafiła od kilku ostatnich dni. Zwijała się na swoim miejscu i kopała Syriusza, żeby ten w końcu przestał. Zamiast tego łaskotki pogorszyły się, przez co Ginny nie była już w stanie złapać powietrza. Dopiero po minucie Syriusz odsunął się od niej z wesołym uśmiechem na twarzy. I Ginny była szczęśliwa.
Ona wreszcie była szczęśliwa.



Ginny szła nieużywanym od wieków korytarzem, wracając prosto z biblioteki. Do torby schowała wszystkie przydatne książki i wybrała się krótszą drogą do Pokoju Wspólnego, która prowadziła właśnie pomiędzy nieoświetlonym miejscem. Przy ścianach można było zauważyć niezapalone pochodnie oraz drewniane drzwi, które wyglądały, jakby wiele w życiu przeżyły. I Ginny mogła się założyć, że po przejściu przez nie, na pewno zawaliłoby się całe pomieszczenie. Dlatego starannie unikała dotykania tutaj jakichkolwiek rzeczy. Nawet obrazów tu nie było, ponieważ musiały zostać przewieszone do innego korytarza, który użytkowano o wiele częściej.
Po chwilowej wesołej atmosferze z Syriuszem Ginny ponownie wpadła w stan zawieszenia. Tym razem już łzy nie leciały jej z oczu, lecz wciąż czuła tę dziwną pustkę i spokój płynący z serca. I mogła szczerze przyznać, iż to jej odpowiadało, bo wszystko było lepsze od płaczu. Starała się udawać chociażby trochę szczęśliwą, ale na marne jej to wychodziło. Melancholia jednak w pełni ją zadowoliła, bo, choć nie chciała się do tego przyznać, uwielbiała tę emocję.
Skręciła w prawą stronę, zbliżając się do wielkiego, okrągłego pomieszczenia, które tak, jak pozostałe, nie były oświetlone. Mimo wszystko lubiła przez nie przechodzić, ponieważ zawsze mogła stanąć i zapatrzeć się w dal, nie musząc myśleć o niczym. Nie pozwalała sobie na to gdziekolwiek indziej niż tutaj. Tę małą salkę mogła nazwać swoją oazą, do której zawsze pragnęła wracać, niezależnie od pory dnia czy nocy.
Nagle Ginny przystanęła. Nie było to zwyczajne zamyślenie, jakie zwykle u niej występowało. Usłyszała gdzieś obok krzyk młodej dziewczyny oraz jeden niski, chłopięcy głos, a zaraz po nim kolejny i kolejny.
Ginny podeszła do miejsca, z którego słyszała dźwięki. Prędko oparła się o ścianę, aby trójka chłopaków jej nie zobaczyła.
— Na kiedy przygotowano atak? — zapytał niski blondyn zdenerwowanym tonem. Jego kolega, brunet, trzymał różdżkę przy szyi młodej, jasnowłosej dziewczynki.
— Nie wiem. — Zaszlochała. — Naprawdę nie mam pojęcia.
— Mieszkasz tam — warknął trzeci spośród chłopaków. — Co chwilę przechodzą obok ciebie, więc musisz wiedzieć cokolwiek.
— Nie — jęknęła dziewczyna. — Proszę, zostawcie mnie.
— Dopiero po tym, jak powiesz nam, kiedy zaatakują.
— Ale ja nic nie wiem, przysięgam.
Ginny wyciągnęła z kieszeni różdżkę i uścisnęła ją w swojej dłoni.
— Sama tego chciałaś. Crucio!
Po chwili rozległ się głośny krzyk dziewczyny. Ginny bez zastanowienia prędko wybiegła z cienia i rzuciła na bruneta zaklęcie oszałamiające. Ten runął jak długi na podłogę, a pozostała dwójka chłopaków jak na znak wyciągnęła różdżki i zaczęła miotać w nią czarami.
Ginny uchyliła się. Fioletowy promień minął ją i rozbił się na ścianie. Rzuciła szybko Protego, kiedy kolejne zaklęcie poszybowało w jej stronę. Rzucone na blondyna Drętwota również odbiło się od jego tarczy.
Nagle zauważyła dwójkę pojedynkujących się z boku chłopaków. Wymieniali się szybko zaklęciami, co chwilę odskakując lub klękając. Ginny była zbyt zajęta swoją walką, aby dostrzec swojego pomocnika, który postanowił dołączyć do bitwy.
Z prędkością światła cisnęła w blondyna naraz trzy zaklęcia. Jedno z nich uderzyło go i odrzuciło na ścianę. Po zderzeniu wydawał się stracić przytomność. Ginny jednak podbiegła do dziewczynki zwijającej się na podłodze. Po odnalezieniu ran urwała kawałek swojej szaty, żeby owinąć materiał wokół nadgarstka blondynki. Z tego miejsca mocno krwawiła, jakby wcześniej chłopcy rzucili tam kilka innych raniących klątw.
Tuż koło niej bitwa została przerwana. Chłopak z długimi, ciemnymi włosami podbiegł do niej z nieco przestraszoną miną i stanął obok, oczekując na dalsze rozkazy.
— Idź szybko po pielęgniarkę. Ja jej dotrzymam towarzystwa. No już! — Pospieszyła go.
Chłopak jeszcze przez chwilę wpatrywał się z niepokojem w blondynkę, po czym ruszył wzdłuż korytarza. Nim się Ginny obejrzała, już go nie było, a ona została sama z dziewczyną, która głośno chlipała na swoim miejscu. Gryfonka przybliżyła się do niej i mocno objęła, kładąc głowę Ślizgonki na swoim ramieniu.
— Nie masz już czym się martwić. Spokojnie. — Ukołysała ją. Zwiększyła uścisk, kiedy zaczęła niekontrolowanie drgać.
Ginny przypuszczała, że dziewczyna jest w szoku. Po zapytaniu jej, czy może się ruszyć, ta nic nie odpowiedziała, jedynie kuląc się na swoim miejscu jeszcze bardziej. Postanowiła więc zanucić jej jakąś uspokajającą piosenkę tak, jak robiła jej mama, kiedy się czegoś bała. Poza tym, nie miała większego wykształcenia lekarskiego, choć od małego aspirowała na znakomitą uzdrowicielkę. Jedyne co potrafiła, to przygotować jakiś eliksir i podać go potrzebującemu, a jako iż takowego nie miała, nie była w stanie jej w żaden inny sposób pomóc. Pozostało czekać na pielęgniarkę.
Przez cały czas głaskała Ślizgonkę po głowie, jakby to było w stanie jej pomóc. Starała się nie dotykać jej innych pomniejszych ran, żeby nie zaszkodzić jeszcze bardziej. Nie chciała, aby dziewczyna nagle zaczęła zwijać się z bólu na własnym miejscu.
Po chwili powrócił młody chłopak wraz z pielęgniarką u boku. Starsza kobieta szybko dopadła, żeby pomóc dziewczynie, nucąc już przy tym pod nosem inkantacje. Ginny tylko przyglądała się ruchom różdżki i zasklepiającym się ranom.
— Kto zrobił jej ten prowizoryczny opatrunek? — zapytała pani Pomfrey, nie odwracając wzroku od swojej pacjentki.
— Ja — odpowiedziała Ginny. Dopiero wtedy pielęgniarka podniosła na nią wzrok. — Nie wiedziałam co innego zrobić, a ona tak krwawiła...
— Bardzo dobrze — pochwaliła ją kobieta. — Zabiorę ją do Skrzydła Szpitalnego, żebym mogła się tym bardziej zająć.
— Oczywiście. Czy ona z tego wyjdzie cało?
— Och, to żadna poważna bitwa, na której walczylibyście o śmierć i życie. Zapewniam, że nic jej nie będzie. Szybko wróci do zdrowia.
Ginny odetchnęła z ulgą.
— Dziękuję, proszę pani.
Pani Pomfrey przeniosła Ślizgonkę na nosze i za pomocą magii uniosła je w górę. Następnie odeszła korytarzem, a śpiąca dziewczyna poszybowała za nią. Ginny patrzyła za nią, dopóki nie zniknęły za rogiem.
Odwróciła się w drugą stronę, żeby wciąż nieco roztrzęsioną pójść do Pokoju Wspólnego i tam bezpiecznie porozmawiać z Huncwotami. Uznała, iż powinni wiedzieć o tym, że pewna uczennica została zaatakowana, a Ginny pomogła ją uratować. Jednakże zapomniała, że chłopak, który walczył razem z nią, wciąż tu stoi i wpatruje się w nią zastanawiającym wzrokiem. Skinął jej w podzięce głową, na co Ginny chętnie odpowiedziała, a potem ruszył za pielęgniarką. Zniknął równie szybko, co one, pozostawiając po sobie nieodparte wrażenie, iż już go gdzieś poznała.




Po dwóch dniach Ginny wraz z Remusem szła do Pokoju Wspólnego, żeby odnaleźć notatnik, w którym zapisywali większość najważniejszych rzeczy dotyczących podróży w przeszłość. Zaplanowali już jak mniej więcej powinien wyglądać jej powrót do swoich czasów, choć wciąż nie znali dokładnej daty, kiedy mogłoby to się wydarzyć ani w jaki sposób mogłoby to przebiegać. Mieli pomysł, żeby wrócić do miejsca, w którym to zakręcono zmieniaczem, jednakże wiedzieli, że to nie będzie takie łatwe. Pojawienie się na dworcu King's Cross w środku roku szkolnego na pewno wywołałoby niezwykłe poruszenie. Nie wspominając już o wymówkach, które musieliby wymyślić, gdyby ich znaleziono.
— Poza tym, ciężko byłoby w ogóle wyjść poza obręb szkoły — powiedział Remus, gestykulując rękami na wszystkie strony. — Jest niezwykle chroniona. Posiada mocne bariery antyaportacyjne, nawet nauczyciele nie dali rady ich znieść.
— Więc jak oni wychodzą ze szkoły? — zapytała Ginny, marszcząc brwi.
— Przez kominki — odparł chłopak i popatrzył na nią zrezygnowanym wzrokiem. — Nie czytałaś nigdy Historii Hogwartu ?
— Wybacz, ale dotychczas miałam ciekawsze rzeczy do robienia — rzekła zgryźliwie.
Remus postanowił dalej nie ciągnąć tematu. Zmienił go na zwykłą pogadankę o wakacjach, które, jego zdaniem, będą najwspanialsze, jakie kiedykolwiek przeżyje.
— W drugim tygodniu wyjeżdżam z rodzicami nad jezioro, aby tam chwilę odpocząć. W sierpniu spotykam się z Jamesem, Syriuszem i Peterem, i zostajemy ze sobą aż do września.
— To cudownie. — Uśmiechnęła się szczerze.
— Przy okazji w wakacje na spokojnie moglibyśmy sprawdzić King's Cross. Wiesz, posprawdzać wszystkie możliwe sposoby na zwrócenie cię do swoich czasów, a przy okazji pójść na kawę czy coś w tym rodzaju.
— Mam uznać to za zaproszenie?
Remus spojrzał na nią niepewnie, ale kiedy zauważył, że Ginny wciąż się wesoło uśmiecha, zyskał nieco na odwadze.
— Przynajmniej nie będę się nudził.
Ginny pokręciła rozśmieszona głową, lecz po chwili nieco zmarkotniała. Zwiesiła głowę i założyła swoją neutralną maskę na twarz.
— Uważasz, że zostanę tutaj aż do wakacji? — zapytała poważnie.
— Tego akurat nie wiem, choć jest to bardzo prawdopodobne. Poza tym, przyzwyczaiłem się do twojego towarzystwa, dlatego nie chcę, żebyś tak szybko odchodziła. — Spojrzał jej głęboko w oczy.
Pokiwała zrozumiale głową, choć nie polepszyło jej to samopoczucia. Utrzymywała kontakt wzrokowy z Remusem, dopóki ten nie odwrócił głowy i poprawił torby na swoim ramieniu. Ginny już więcej się nie odezwała, tak samo jak Lupin.
Doszli do Skrzydła Szpitalnego. Ginny gwałtownie przystanęła i popatrzyła zastanawiającym wzrokiem w stronę drzwi.
— Coś się stało? —  zapytał Remus, odwracając się w jej stronę.
— Nie, nic. Możesz iść dalej, ja za chwilę cię dogonię, dobra? Muszę tylko coś załatwić.
Skinął głową, widząc jej proszący wzrok.
— Do zobaczenia później.
— Cześć.
Kiedy Remus zniknął za rogiem, Ginny odważyła się nacisnąć klamkę i wejść do środka. Starała się chodzić jak najciszej, żeby nie obudzić pozostałych pacjentów, lecz jej plan spalił na panewce, kiedy usłyszała znany jej chłodny głos.
— Nie sądziłem, że się tu zjawisz, Weasley.
— A ja nie sądziłam, że cię tu spotkam, Snape.
Kącik ust Severusa uniósł się w górę.
— Przypadki chodzą po ludziach.
Ginny kiwnęła głową i zwróciła ją w stronę blondynki, która przysłuchiwała się z ciekawością ich rozmowie. Siedziała przykryta białą kołdrą, a za rękę trzymał ją brunet, który pomógł Ginny. Weasley przechyliła w zastanowieniu głową, próbując przypomnieć sobie, skąd go poznała.
— Słyszałem, że to ty jej pomogłaś — odezwał się Severus, wskazując na młodą dziewczynę. — Dziękuję.
— Co? — Osłupiała.
— To byli aspirujący na śmierciożerców Ślizgoni, Ginny — odpowiedziała dziewczynka. — Prawdę mówiąc, wiedziałam, że kiedyś mnie znajdą i zaczną o wszystko wypytywać — dokończyła z goryczą.
— Nie miałaś na to wpływu — zaprzeczyła.
— Miałam. — Zerknęła na nią. — My się jeszcze nie znamy. Narcyza Black. — Wystawiła rękę.
Ginny wpatrywała się w Ślizgonkę niczym zaczarowana. To stąd gdzieś kojarzyła jej twarz. Nie raz spotykała ją na swojej drodze. Patrząc na bruneta siedzącego obok niej zaczęła rozumieć, skąd jego troska o dziewczynę.
— Ginny Weasley. — Uścisnęła dłoń Narcyzy i skierowała oczy na drugiego Ślizgona. — A ty jesteś...
— Regulus Black.
— Miło poznać — rzekła, nie wiedząc, co innego można powiedzieć. Szybko odwróciła głowę od młodego Blacka, widząc jego przeszywający wzrok.
"Nie to, żebym się bała", zapewniała się w myślach. "Po prostu jest zbyt podobny do Syriusza".
— Co cię skłoniło do przyjścia tutaj? — zapytał Regulus, odchylając się na swoim krześle i przyjmując nonszalancką pozę.
— Ciekawość — odpowiedziała Ginny. Regulus przechylił głowę z udawanym zainteresowaniem. — Zastanawiałam się, czy z Narcyzą wszystko w porządku. Kilka dni temu nie wyglądała aż tak dobrze, jak teraz.
— Pani Pomfrey potrafi zdziałać cuda — wcięła się Ślizgonka, kiedy zauważyła, że Regulus już otwiera usta, żeby odpowiedzieć. Pod wpływem jej gromiącego spojrzenia, zamknął je. — Dziękuję za troskę, Ginny, naprawdę. Jutro będę mogła już wrócić na zajęcia i cieszyć się z normalnego życia.
— Narcyzo, ironia nie jest nam tu potrzebna. Jeszcze odstraszysz naszą małą Gryfoneczkę — oznajmił Severus z nie mniejszą kpiną. Narcyza uśmiechnęła się rozbawiona.
— Przyjaźnicie się? — zapytała Ginny.
— Od niedawna, tak właściwie — odrzekła młoda Ślizgonka. W oczach miała wesołe ogniki. — Severus nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół. Mimo iż się ich nie domagał, widziałam, że jest bardzo samotny. No, dopóki nie poznał ciebie. — Odwróciła się do Ginny twarzą.
— Mnie? — Zdziwiła się Gryfonka. Narcyza przytaknęła, a Snape zacisnął usta w cienką linię. — Nie okazuje tego.
— Bo to Severus — odparł Regulus, wzruszając ramionami. — Jak zwykle kryje się ze swoimi uczuciami.
— Moglibyście wreszcie skończyć? — warknął Snape. Narcyza roześmiała się radośnie, a Black uśmiechnął z rozbawieniem.
Ginny, obserwując ich ze swojego miejsca, poczuła się szczęśliwie, widząc ich takich radosnych i beztroskich. Z dumą przyznała, że zrzucili z siebie maski chłodnych i opanowanych Ślizgonów, ustępując miejscu dzieciakom, które potrzebowały chwili beztroski. Nawet jej współpracownik przy eliksirze wydawał się bardziej rozluźniony niż zazwyczaj. A dumna była tylko dlatego, że to właśnie przed nią się otworzyli, jakby pokazując, iż jej zaufali. Wolała nie myśleć, jak dużo ich kosztowało odsunięcie się od sztywnych zasad Slytherinu, które trzymały ich w ryzach. Ufność wobec byle jakiej osoby, która dodatkowo należała do wrogiego domu, nie przychodziła zbyt łatwo.
Przez następną godzinę rozmawiali o błahostkach, próbując jak najbardziej poznać Ginny. Nie miała nic przeciwko temu. Nawet przeciwnie – była zadowolona z takiego obrotu spraw. Regulus nie wykonywał już takich sztywnych ruchów jak wcześniej, a Severus nie ignorował jej obecności. Jedynie Narcyza pozostawała taka sama, od kiedy Ginny weszła do środka. Dalej była nieco podejrzliwa, ale też otwarta w niektórych kwestiach i bardziej rozeznana.
I Ginny wtedy stwierdziła, iż polubiła ją w godzinę bardziej niż Mary i Lily w pół roku.




Po minionej godzinie Ginny uświadomiła sobie, że miała spotkać się z Remusem w Pokoju Wspólnym, żeby poszukać ich notatnika. Zerwała się prędko na równe nogi, zwracając na siebie uwagę pozostałych trzech Ślizgonów. Popatrzyli na nią niezrozumiałym wzrokiem.
— Obiecałam komuś, że spotkamy się w Pokoju Wspólnym — wyjaśniła. — Muszę iść, aby nie oberwać.
— Z Syriuszem?
— Nie — parsknęła i popatrzyła ze zdziwieniem na Narcyzę. — Skąd taki pomysł?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
— Często widzę was razem.
Ginny z wolna pokiwała głową, choć to wyjaśnienie nie do końca ją przekonało. Postanowiła jednak nie zawracać sobie tym myśli i ruszyła w stronę wyjścia, po uprzednim pożegnaniu.
— Ginny. — Zatrzymał ją Regulus, kiedy już dotykała klamki. Odwróciła się więc w jego stronę i popatrzyła na niego pytająco. — Jesteś pierwszą Gryfonką, jaką jestem w stanie polubić.
Ginny zadrgały kąciki ust.
— Czy to wyróżnienie?
— Odbierz to jak chcesz.
Pokiwała rozbawiona głową. Po chwili wyszła, niezatrzymywana już przez nikogo.
Do Pokoju Wspólnego doszła jak na skrzydłach, z ogromnym uśmiechem na twarzy.




Połowa lutego przeszła jej niezauważenie tuż przed oczami, jakby skradając się. Całą część miesiąca spędziła na dalszym odpoczywaniu, bo, jak zgodnie ustaliła z Remusem, nie miało sensu poszukiwanie dalszych informacji o zmieniaczach czasu, skoro i tak wszystko już wiedzieli. Tak więc z ulgą odetchnęła i skupiła się na nauce na ważne testy, jakie ją czekały. Wolne chwile nie poświęcała już na siedzeniu w bibliotece i przeszukiwaniu stosu ksiąg. Teraz mogła w całości skupić się na mniej ważnych rzeczach, którym jak dotąd poświęcała mało uwagi.
Niegdyś James opowiadał jej o książce, którą dostał od rodziców. W pierwszej chwili pomyślała, iż jest to o quidditchu. Z niemałym zdziwieniem usłyszała, że jest o transmutacji, czyli ulubionym przedmiocie Pottera. Rozentuzjazmowany mówił jej o przekształcaniu zwykłego drewna w pachołek do pochodni albo kawałku materiału w najprostszą szatę. Ginny, która również wciągnęła się w rozmowę, obiecała mu, że przeczyta książkę, jeśli znajdzie trochę czasu. Teraz, kiedy miała go zanadto, postanowiła to w końcu zrobić.
Podeszła do Jamesa i nachyliła się do niego przez kanapę.
— Pamiętasz naszą rozmowę o transmutacji? — zapytała go znad ramienia. — Mogłabym pożyczyć ten tom, który kupili ci rodzice?
— Zafascynowała cię nowa dziedzina nauki? — palnął Syriusz znad swojego wypracowania. — Jak dotąd skutecznie ignorowałaś jej istnienie.
— Nie ignorowałam, a tylko nie zwracałam większej uwagi.
— Tak jak i większości innych przedmiotów — mruknął również pochylony nad podręcznikiem Peter.
Ginny popatrzyła na nich zirytowana.
— W ogóle, od kiedy zwracasz taką uwagę na uczenie się? Wcześniej ani razu nie widziałem cię, żebyś ślęczała nad książkami.
— Bo nie było mi to potrzebne — odparła Syriuszowi. Ten tylko uniósł brew powątpiewająco. — Zbliża się koniec roku. Trzeba w końcu wziąć się w garść, bo owutemy zbliżają się wielkimi krokami.
— Przecież to dopiero za rok.
— A jednak wolę być wcześniej przygotowana. — Odwróciła głowę w stronę Jamesa, który cały czas ich słuchał. Uznała rozmowę za zakończoną. — Więc jak? Mogę ją pożyczyć?
— Jasne! — odpowiedział James z większą energią. — Leży gdzieś w dormitorium. Możesz jej poszukać.
Ginny przewróciła oczami i ruszyła w stronę schodów. Z tyłu usłyszała westchnięcie Syriusza.
— Lepiej pójdę z nią. Zaraz wrócę.
Uśmiechnęła się lekko do siebie i weszła do dormitorium. Syriusz dołączył do niej chwilę później. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się wokół.
— Wybacz za taki bałagan, ale Remus się ostatnio rozleniwił — wyznał z zażenowaniem.
Części ubioru leżały porozwalane po całym pokoju, zajmując wręcz każdą czystą powierzchnię. Na parapecie stała już prawie obumarła roślinka. Ginny mogła się założyć, że należy ona do Petera, który jest fanem wszelkiej roślinności. Szafki były w całkowitym nieładzie; pergaminy, złamane pióra, nieumyte kubki po piwie kremowym, kalendarze i ramki ze zdjęciami. Wszystko to można zauważyć, a nawet więcej.
— Widziałam gorszy bałagan — odpowiedziała Ginny, mając na myśli pokój Rona. — Poza tym, jest tu nawet przyjemnie. Skrzaty u was nie sprzątają?
— Robiły to do czasu. Teraz głównie zajmują się sporządzaniem i przynoszeniem nam jedzenia.
Ginny pokiwała rozbawiona głową. Po chwili położyła dłonie na biodrach i zapytała:
— Mam rozumieć, że trzeba to wszystko ogarnąć, żeby znaleźć książkę?
— Dokładnie.
Westchnęła ciężko i rozejrzała się bezradnie po dormitorium. Perspektywa przeszukiwania całego pomieszczenia nie wydawała jej się zbytnio kusząca.
— Przeszukaj kufer Jamesa, ja zajmę się jego szafką — poradził Syriusz.
Niezwłocznie wzięli się do roboty. Ginny z lekką niechęcią podchodziła do grzebania w czyichś rzeczach, nawet jeśli należały one do przyjaciela. Na początku nie potrafiła się przez to przemóc, ale stwierdziła, że bardzo zależy jej na tej książce. Z większą ochotą wzięła się za poszukiwania.
— Masz jakieś plany na wakacje? — zapytał Syriusz przytłumionym głosem.
— Czemu każdy o to pyta? Przecież jest dopiero luty, do lipca jeszcze daleko. — Odrzuciła zamaszystym ruchem bordową koszulkę.
— To coś w rodzaju obietnicy. — Widząc wzrok Ginny, kontynuował: — Nie wykazujesz się zbytnią empatią, co?
Ginny parsknęła.
— Skąd wiesz?
— Obserwacje. — Wzruszył ramionami. — Współczuję ci. Mam brata, Regulusa, który pod wieloma względami jest taki sam jak ty. Tylko że z tobą przyjemnie się obcuje.
Poczuła, jak w jej brzuchu rozlewa się ciepło. Na usta wypłynął uśmieszek, który próbowała jakoś zamaskować, lecz to nic nie dało. Był tam i nie chciał zniknąć. Odchrząknęła i wróciła do poprzedniego tematu.
— Mówiłeś wcześniej coś o obietnicy.
— Ach, no tak. Jak zwykle wychwytujesz szczegóły. — Wyrzucił z szuflady kilka starych bibelotów i, co Ginny niezmiernie zdziwiło, zapas baterii. Przez myśl jej przeszło, że może miał na tym takiego samego bzika, jak jej ojciec. Kolekcjonowanie rzeczy mugolskich najwidoczniej zaczęło się właśnie przez Jamesa. — Przeklęty Rogacz. Kiedy dowiedziałem się o jego hobby, roześmiałem mu się w twarz i uznałem to za żarty. Teraz widzę, że mówił na serio. — Powiódł po bateriach zrezygnowanym wzrokiem.
— Dalej nie dokończyłeś, Syriuszu. Co z tymi wakacjami?
Nagle zawiesiła w powietrzu ręce. Poczuła, że pod powiekami znowu gromadzą jej się łzy, a wargi niekontrolowanie drżą. Spanikowana zaczęła grzebać w kufrze Jamesa z większą zapalczywością. Im szybciej znajdzie książkę, tym szybciej wybiegnie z tego pomieszczenia nie zwracając niczyjej uwagi.
— Jeśli ktoś zaczyna temat, który daleko odbiega w przyszłość, prawdopodobnie chce się z tą osobą spotkać. Jak ja o tych wakacjach. Lubię cię i chciałbym spędzić z tobą trochę więcej czasu w wolne. Myślisz, że lunapark to odpowiednie miejsce? — zadał retoryczne pytanie. Ginny ucieszyła się, że nie musi odpowiadać, bo naprawdę nie chciała widzieć przed sobą zmartwionego Syriusza. Drżenie głosu prędko przywołałoby go tu. — Wracając, liczę, że się zgodzisz. Umilisz mi przez ten jeden dzień życie.
— Mam rozumieć, że to przyjacielskie spotkanie? — zapytała, patrząc na Syriusza rozbawiona.
— Dokładnie. — Wymienili się uśmiechami.
Potem zapadła chwilowa cisza między nimi. Ginny słyszała, jak Syriusza wyciąga szufladę z szafki i wyrzuca całą zawartość na podłogę. Z niemałym współczuciem pomyślała, że później będzie musiał to wszystko sprzątać. Jak wywnioskowała z jego westchnienia, przez myśl musiało mu przemknąć to samo.
Po minucie postanowiła sprawdzić pod łóżkiem, czy przypadkiem tam nie znajduje się zawierucha. Kiedy nie udało jej się nic takiego znaleźć, przesunęła się do kolejnego legowiska. Wsunęła pod nie rękę i poruszała w prawo i lewo, próbując trafić na jakikolwiek przedmiot. Po chwili poczuła pod palcami pewną szklaną butelkę. Wyciągnęła ją i ze zdziwieniem zauważyła, że jest to woda kolońska. Otworzyła ją i powąchała. Zmrużyła oczy, próbując rozpoznać, skąd zna ten zapach.
— Słyszałaś może o podróżach w czasie?
O mało nie upuściła butelki. Prędko ją zakręciła i wrzuciła z powrotem na swoje miejsce.
— To znaczy? — Zagarnęła resztę rzeczy pod łóżko, próbując opanować drżenie.
— Widziałem książki, jakie czytasz od początku roku — wyjaśnił. — Jesteś bardzo zainteresowana tym tematem?
— Jak widać. — Roześmiała się, choć trochę zbyt nerwowo. Spięła się, gdy pomyślała, że Syriusz mógłby to usłyszeć.
— W każdym razie, też zacząłem poszukiwania na ten temat. To musi być ekscytujące, tak się cofać do przeszłości. Gdyby coś poszło nie tak w dawnych czasach, człowiek mógłby wrócić i wszystko naprawić. I tak w kółko i kółko, póki nie dojdzie się do upragnionego celu. Fantastyczne, prawda? — zwrócił się do niej. Ginny jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jego migoczące tęczówki. Odbijała się w nich niezdrowa pasja, która potrafiłaby jej zaszkodzić.
— To tak nie działa — zaoponowała. — Gdyby to było tak proste, świat nie byłby taki, jak dzisiaj. Śmierciożercy nie atakowaliby niewinnych mugoli, a minister nie byłby takim dupkiem. — Syriusz parsknął śmiechem. — Z tego, co ja czytałam, przeszłość nie może zostać zmieniona. To kompletnie zniszczyłoby czasoprzestrzeń, a także zabiłoby wielu ludzi. Dlatego właśnie tylko raz eksperymentowano. Skończyło się to wręcz tragicznie.
— Ale gdyby spróbowali ponownie...
— Zakończenie byłoby takie samo. Nie można zmieniać przeszłości, Syriuszu — ucięła, nie dając mu znowu dojść do słowa.
Gryfon wzruszył tylko ramionami. Zamknął szafkę i wstał z ziemi, otrzepując przy tym kolana. Wydawał się, jakby stracił chęć do dalszej rozmowy, lecz mogły to być tylko odczucia Ginny. Ostatnio nie była co do nich zbyt pewna. Czas spędzony z Huncwotami skutecznie to zaburzył.
— A co z powrotami do przyszłości?
— Jak to co? — zapytała, marszcząc brwi i mrużąc oczy.
— Skoro tak, to jak wrócić? Czytałem, że trzeba przeczekać cały ten czas. Ale jak się cofnęło o, przykładowo, rok, też trzeba po prostu oczekiwać? Wtedy ta cała wycieczka w przeszłość nie miałaby sensu.
— Nie wiem, ok? — zniecierpliwiła się. — Jeszcze tego nie zbadałam.
Syriusz rzucił jej podejrzliwe spojrzenie.
— Albo po prostu nie chcesz wiedzieć.
Ginny odrzuciła z impetem na podłogę podręcznik do eliksirów. Książka otworzyła się gdzieś w połowie, znajdując się pośród stosu pergaminów. Zdenerwowana odrzuciła włosy do tyłu i ciężko westchnęła, lecz nie zdobyła się na to, żeby odwrócić się w stronę Syriusza. Zacisnęła dłonie w pięści, aby powstrzymać ich drżenie. Nie do końca rozumiała, dlaczego tak się dzieje, lecz miała swoje przypuszczenia. Od czasu podróży do wspomnień Toma Riddle'a miała problemy z utrzymaniem swoich emocji na wodzy.
— Co cię dzisiaj ugryzło, Syriuszu? Zachowujesz się jak nie ty.
— Wybacz, nie wyspałem się — westchnął i potarł czoło. — Poza tym, przez te podróże w czasie zaczynam świrować. Czuję, jak zaczyna mi się mieszać w głowie.
— Może powinieneś pójść do pielęgniarki, żeby coś na to poradziła? — Zmartwiła się.
— A jest jakiś lek na szaleństwo?
Na chwilę zamilkła. Nie dała rady odpowiedzieć na to pytanie.
— Wiesz — zaczęła niepewnie — kilka dni wolnego dobrze ci zrobi.
Syriusz parsknął kpiąco.
— Zapewne — sarknął. — Gdyby to zależało od mojej woli, już dawno bym je miał. Niestety tak nie jest, przez co cały czas siedzę z głową w książkach, poszukując czegokolwiek na temat podróży w czasie. Męczące to jest — dodał łagodniej. 
Ginny uśmiechnęła się pocieszająco.  Poklepała go po ramieniu, a potem na powrót wróciła do swojego zajęcia. Przeszukała już każdy zakątek tego pokoju, a dalej nie znalazła książki do transmutacji. 
Nagle zatrzymała się w miejscu. W głowie małe trybiki zaczęły pracować ze zdwojoną siłą. Nie rejestrowała niczego, co znajdowało się w zasięgu jej wzroku. Skupiła się tylko na tym, co Syriusz przed chwilą powiedział. A słowa te zamarły, nie chcąc usilnie odczepić się od jej myśli.
— Jesteś geniuszem, Syriuszu! — krzyknęła. Podbiegła do niego i, stojąc na palcach, pocałowała go w policzek. 
Syriusz patrzył na Ginny osłupiały, kiedy wybiegła z pokoju. Ruszyła niczym strzała do wyjścia z Pokoju Wspólnego, jakby po drodze się paliło. Entuzjazm ogarnął całe jej ciało.
W końcu rozwiązała, jak może wrócić do swoich czasów.

10 komentarzy:

  1. Więc Ginny postanawia wrócić do swoich czasów... Moim zdaniem to nie jest dobre posunięcie. Gin i Łapa mają być razem i koniec. Jednak mino wszystko rozdział mi się spodobał :)
    Życzę dużo weny oraz czasu.
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ^^ Syrinny forever! xd
      CanisPL

      Usuń
  2. Hej, cześć i czołem! :D
    Oj, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu dodałaś rozdział. ^^ I jak zawsze wyszedł super. ;)
    Ale może konkretniej...
    Tom mnie irytuje... Ogólnie nie lubię osób z takim charakterem, jaki on posiada. No, ludzie, jak można być takim... Oschłym? Wypranym z emocji? Widocznie można. :P
    A Ginny wyszła na taką trochę histeryczkę... Popłakała się dwa razy (bodajże) w tym rozdziale. Ja rozumiem, iż bardzo dużo ją kosztuję ta podróż w czasie, ale po tym pierwszym akapicie, doszłam do wniosku, że trochę przesadza.
    W ogóle w tej akcji, kiedy Ginny broniła tę dziewczynkę, nie skojarzyłam, kim może być... I jak się przedstawiła jako Narcyza Black, to miałam takie: "Że co...? No, ale to się w sumie zgadza...", a potem przeczytałam jeszcze raz ten fragment, bo myślałam, że może coś mi się pomyliło. I powiem szczerze, że już uwielbiam ją w Twoim opowiadaniu. ♥
    Było tam napisane, że Ginny pomagał jeszcze jakiś chłopak. Nie wiem, czy nie zrozumiałam, czy co, ale nie wyczytałam, jak się nazywał. Może coś przeinaczyłam albo pomyliłam (co mi się w sumie często zdarza)...
    A na końcu ta rozmowa z Syriuszem. Niby coś między nimi jest, a z drugiej strony wyczułam tę nutkę napięcia (tak, wiem, że oni rozmawiali o rozmowach w czasie i to zrozumiałe). Ale wierzę, że w końcu będą razem. <3
    A tak swoją drogą, to dopatrzyłam się paru błędów. gdzieś chyba brakowało przecinka, a w jednym miejscu (chyba, kiedy Ginny wdała się w wir walki) było
    "(...) uścisnęła ją w swojej dłoni" (chodzi tu u różdżkę).
    Nie powinno być "ścisnęła"? Uścisnął to, wydaje mi się, można czyjąś dłoń albo kogoś (w sensie, że przytulić). Może się mylę, ale tak mi się wydaje. :P
    W ogóle rozdział wyszedł chyba dłuższy niż wcześniej i powiem szczerze, że czytało mi się go bardzo fajnie. Nie dłużył się, a cały czas się coś działo. ;)
    To chyba tyle. :)
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki obszerny komentarz! <3
      Haa, czyli efekt zamierzony. Ginny miała wyjść na histeryczke i to mi się udało ^^ Fiuu.
      Jedną z moich ulubionych damskich postaci w HP jest właśnie Narcyza. I wiem też, że powinna właściwie już być od dawna pełnoletnia, bo była starsza od Syriusza, ale postanowiłam ją nieco odmlodzic. Zawsze miałam wizję jako Narcyza i Regulus - najbliżsi przyjaciele. Jakiś tak lepiej mi było.
      To mój błąd, bo źle to wytlumaczylam. Ten kto jej pomógł, to był właśnie Regulus. Ginny kojarzyła jego twarz, bo był podobny do Syriusza. Zwalam winę na siebie za złe wytłumaczenie :v
      Hmm, co do Ginny i Syriusza nie zdradzam xD Temat tabu.
      Tak mi się wydawało, że miało tam być "scisnac" (wybacz brak polskich znaków, ale jestem na komórce i nie chce mi się wszystkiego poprawiać >.<). Wcześniej zamiast napisać "plan spalił na panewce" napisałam "plan spalił na konewce". Dobrze że w czas to zauważyłam xD
      A ja czekam na rozdział u Ciebie ;-; I również życzę weny! ^^
      CanisPL

      Usuń
    2. A powiem szczerze, że nie skojarzyłam nawet, że Narcyza jest starsza od Syriusza. xd Rzadko kiedy wgłębiałam się w wiek postaci. Jak potrzebowałam sprawdzić to, od czego jest wujek Google. ;D
      Aaaa, czyli to Regulus... Gdzieś w głowie sobie to układałam, ale nie wiedziałam, czy dobrze. ;)
      Znam ten ból z pisaniem z telefonu. Niejednokrotnie moja kochana autokorekta postanawia urozmaicić komentarz. :P
      U mnie rozdział... Się pisze. :P

      Usuń
  3. "Prawdopodobnie byłabyś wciąż sobą" - to by chyba dużej różnicy nie zrobiło xD w końcu Ginny już wcześniej miewała pokrecone myśli i nastroje xD trzeba jej to przyznać :-D
    Oww, Syriusz jaki smieszek :3 ♡
    Ginny szczęśliwa? Chyba wydarzenie roku :-D
    Polubiłam Narcyzę i Regulusa ^^
    Jaki dziwny zbieg okoliczności - Syriusz interesujący się podrozami w czasie... ( Remus...?)
    Ja nie ogarniam o jakie rozwiązanie chodzi Ginny xD Ale powiem Ci, że jak na mój gust zrobiła się bardziej... sympatyczna? Wesoła...?
    Wiem - pozytywna i wzbudzająca ciepłe uczucia :-)
    Czekam na dalsze rozdziały!
    Przepraszam, że tak późno komentuję, jakoś się nie mogłam zebrać :-D
    Do następnego!
    Ps. Jak coś to nadal jestem chętna jeśli chodzi o kwestię informowania o nowych rozdziałach :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ginny to taka emocjonalna bomba xD Czasami jej współczuję - ja bym nie wytrzymała z taką mieszanką emocjonalną.
      Ah, ten Remus... tajemniczy gościu xd
      Rozwiązanie pojawi się w następnym rozdziale, który, swoją drogą, będzie dość ważny dla życia Ginny xd
      Ja też jakoś nie mogę się zebrać do przeczytania Twojego rozdziału :v Odzwyczailam się od czytania jakichkolwiek opowieści w Internecie, głównie skupiam się na książkach. Muszę wejść jeszcze raz w świat Internetu xd
      Pooozdrawiam! ^^
      CanisPL

      Usuń
  4. Jestem wreszcie :D
    Ginny cały czas myśli, jak wrócić do swoich czasów, ale tutaj coraz więcej ludzi zaczyna ją doceniać. Mam wrażenie, że mimowolnie zapuszcza korzenie w tych czasach. Bardzo podobała mi się jej rozmowa z Syriuszem. Naprawdę czuć między nimi chemię i jeszcze to pytanie o wakacje xD Zdumiało mnie również, że Snape wydaje się cenić znajomość z Ginny, mimo że ciężko mu się do tego przyznać. Ciekawy zwrot akcji z Narcyzą i faktem, że to ją Ginny polubiła bardziej niż swoje koleżanki z dormitorium.
    Też nie wiem, o jakie rozwiązanie chodzi, ale czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! :D
    Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że rozdział w końcu się u Ciebie pojawił, brakowało mi Twoich tekstów. Tym razem jestem bez takiego okrutnego opóźnienia, aż się sama sobie dziwię. No nic, przechodzę do komentarza.
    Czy ja mam dobre odczucie, że Tom poczuł się winny? Czy to tylko złudzenie? Nie wiem, czemu, ale bardzo podobała mi się scena histerii Ginny, była taka prawdziwa. Z drugiej strony nie jest mi jej jakoś szczególnie szkoda, hah, nie potrafię się do niej jeszcze przekonać. :D
    Rozmowa z Remusem też była dla mnie zagadkowa... Albo ja mam dzisiaj ze sobą jakiś problem i wszędzie widzę podteksty, jeśli tak, wybacz proszę. Zastanowiło mnie to jego przeciągłe spojrzenie jej w oczy. Czy to jest tak silna przyjaźń, czy Remus coś do niej poczuł? Na Merlina, czuję, że gadam dzisiaj głupoty, nie słuchaj mnie. XD
    Przechodząc dalej, byłam jak, co się tutaj odwala?! Akcja z Narcyzą i Regulusem, no w życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała. Dobrze, że dali sobie radę z tym marnym materiałem na śmierciożerców, a Ginny potrafiła pomóc dziewczynie. Kiedy rozmawiali w Skrzydle szpitalnym, odniosłam wrażenie, że Ginny zacznie z nimi utrzymywać bliższe kontakty, ciekawe, czy się mylę. :D
    Co do Syriusz i Ginny... Ach, ja się nadal rozpływam i czekam na jakieś wielkie bum. To znaczyło było trochę wielkie bum, bo Ginny na końcówce zaświtało w głowie, ale wiesz, o co mi chodzi. XD
    O losie... Jak mogłaś przerwać w takim momencie? Jestem max ciekawa, co takiego wpadło jej do głowy!
    Czekam, więc na kolejny rozdział i życzę morza weny! <3
    Pozdrawiam!
    PS. Przy okazji zapraszam na rozdział sprzed kilku tygodni! :D Ostatnio zaczęłam nawalać z pisaniem, ale na dniach będzie nowy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi sie dziwne, ze Syriusz twierdzi, ze musi czytac o podróżach w czasie... jakby pchała go do tego... magia? Ciekawe

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis