czwartek, 1 września 2016

Rozdział 5 - Mary Dowens


    Te dwa dni minęły Ginny jak z bicza strzelił. Pogoda nie zachęcała do wyjścia na błonia, a uczniowie chodzili przygnębieni z powodu ciągle wiejącego wiatru i deszczu. Gryfoni starali się przesiadywać w Pokoju Wspólnym jak najwięcej czasu, ponieważ ciepło rozchodzące się z kominka znacznie pomagało im w uczeniu się na lekcje. Często popijali piwo kremowe, które udało im się jakoś przemycić z Wielkiej Sali. Ginny przeznaczyła ten czas na naukę i zaprzyjaźnienie się z Huncwotami. Wielokrotnie chciała porozmawiać z Lily, lecz ta zawsze jej uciekała. Tak samo było z jej kolejną współlokatorką - Mary Dowens. Była to, jak zauważyła Ginny, cicha dziewczyna, która często zgłaszała się na lekcjach. Unikała swoich współlokatorek, tak samo jak innych ludzi. Lily dogadała się z nią dopiero po trzech latach, więc co będzie z Ginny? Ona na pewno nie zostanie tu tyle czasu.

    W tym momencie zawiązywała swój zegarek na sznurku, który sama wyczarowała. Postanowiła nosić zmieniacz czasu na swojej szyi ze względów bezpieczeństwa. Nie ufała swoim współlokatorkom, a już szczególnie w sprawach grzebania w kufrze. Wolałaby nie wiedzieć, jak skończyłaby Lily, majstrując w jej zmieniaczu czasu.

    — Fajny zegarek. — Usłyszała głos Jamesa tuż koło siebie.

    — Dzięki — odpowiedziała, uśmiechając się lekko.

    Zmieniacz czasu wyglądał naprawdę marnie, chociaż było w nim coś, co dodawało mu uroku. Może te chude, czarne wskazówki, które pokazywały godzinę? Albo złoto, już nieco obdrapane? Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne pytanie, lecz rozumiała lekkie zafascynowanie chłopaka.

    — Zawiesić ci go? — zapytał.

    — Jeśli byś mógł — rzekła nieśmiało.

    James wziął od niej delikatnie zegarek i zawiązał jej na szyi. Odwrócił się tak twarzą do niej, lekko mrużąc oczy.

    — Ładnie — powiedział jedynie.

    — Dzięki — powtórzyła, posyłając mu radosny uśmiech.

    — Idziesz dzisiaj pracować ze Snape'm?

    Ginny westchnęła, przeczesując włosy.

    — Niestety — jęknęła. — Najchętniej to bym siedziała tutaj i grzała się przy kominku.

    — Zamiast tego będziesz tworzyła eliksir w zimnych lochach, odmrażając sobie tyłek — powiedział ze zgryźliwym uśmiechem. Ginny przewróciła na to jedynie oczyma.

    — Może nie będzie tak źle.

    Przez chwilę rozkoszowali się ciszą, jaka między nimi zapadła. Ginny z lekkim uśmiechem oparła głowę o oparcie, wciągając głęboko powietrze przez nos. Nagle do jej głowy wpadła pewna myśl.

    — A co u ciebie i Lily? 

    Od kiedy się z nimi zaprzyjaźniła, James ani razu nie wspomniał o Lily. Wprawiło ją to w lekką konsternację, ponieważ nawet jego przyjaciele nie zaczynali tego tematu. 

    — Chodzi ci o Lily Evans? — zapytał ze zdziwieniem.

    — A o jaką inną?

    James wzruszył na to obojętnie ramionami.

    — Dlaczego o nią pytasz? 

    Ginny zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie palnęła jakiejś głupoty.

     — Bo... podoba ci się? — zaproponowała nieśmiało.

    Tym zdaniem wprawiła Jamesa w kompletny szok.

    — Skąd ci to przyszło do głowy?

    Teraz wiedziała, że na pewno popełniła jakąś gafę. Tak jak mówił wielokrotnie Harry, jego rodzice się nienawidzili. Często się kłócili, co było spowodowane marnymi zalotami Jamesa. Ginny sądziła, że Potter gwałtownie zareaguje na jej imię. Nie spodziewała się jednak obojętności i zdziwienia.

    — Nigdy się nią nie zainteresowałeś? — zapytała z niedowierzaniem.

    Rogacz pokręcił przecząco głową.

    — Dziewczyna jak dziewczyna. — Wzruszył ramionami. — Mam z nią wspólne lekcje, jesteśmy w jednym domu, ale nic więcej. Dlaczego myślisz, że miałbym się w niej zakochać?

    — Ja… ja... — jąkała się. — Nie wiem. Bo pasujecie do ciebie?

    Ginny poczuła nagle niezwykłą chęć ucieczki. Znowu się zgubiła. Wyraźnie nie pasowała do tych czasów, wszystko tutaj było inne, niż się spodziewała. Relacje pomiędzy uczniami zdecydowanie różniły się od siebie, tak samo jak sposób prowadzenia lekcji. Ba, nawet nauczyciele wydawali się być inni niż za jej czasów. Czyżby to pierwsza wojna ich tak zmieniła?

    James chyba musiał zauważyć panikę wkradającą jej się na twarz, ponieważ jego rysy minimalnie złagodniały, a mina wyrażała zrozumienie.

    — Gin, Gin — powiedział, kręcąc głową. — Dalej się nie przystosowałaś?

    W tym momencie Ginny miała ochotę jednocześnie go uściskać, jak i walnąć klątwą. Aż sama się zdziwiła swoją mieszanką uczuć. Istna bomba wybuchowa.

    — A czy ty byś się przystosował po zaledwie dwóch dniach? No właśnie — rzekła, widząc jak James się lekko krzywi.

    — Ja bym przynajmniej próbował się dopasować.

    Ginny poczuła lekkie ukłucie w sercu. James miał rację  - ona w ogóle się nie stara. Myślała tylko nad powrotem do przyszłości, w ogóle nie skupiając się nad tymi czasami. Nie zwróciła uwagi na zwyczaje, które mogły się zmienić przez dwadzieścia lat, relacje między Huncwotami a Lily, a także na wiele innych rzeczy, o których Ginny wolała nie myśleć. Gdyby posiadała choć odrobinę większe serce, może zaczęłaby się tutaj zadomawiać. Ale ona była w końcu Królową Lodu. Nie posiadała tej czułości i miłości. Nie wiedziała, jak to jest kochać. W pewnym momencie Ginny zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle posiada serce, ale gdyby go nie miała, to czy tęskniłaby za Colinem, którego traktowała jak brata, za Nevillem i Luną? Nie wiedziała, co o tym myśleć. 

    Ginny westchnęła głęboko. James uderzył nieświadomie w jej czuły punkt, zadając jej ból. Pomyślała, że w tej chwili mogłaby toczyć z nim bój. Potter byłby na pozycji wygrywającej, ale Ginny nie miała zamiaru przegrywać. Ona zawsze wygrywała, powalając swojego przeciwnika w widowiskowy sposób.

    Zanim mogła zaatakować, James powiedział:

    — Wiem, że jest ci ciężko po stracie rodziny i tego nagłego wyjazdu z Ameryki. To musiał być niezły wstrząs. Ale Gin, to była przeszłość. Nie da się do niej wrócić, choćby nie wiadomo jak bardzo się chciało. Pewnego rodzaju wspomnień nie da się zmienić. One po prostu... są. Istnieją. 

    — Muszą po coś istnieć. Muszą pokazywać nam coś, co jest niewidoczne gołym okiem. Te wspomnienia można zmienić, naprawić — mówiła z mocą. 

    James pokręcił przecząco głową.

    — Nie, Gin. Nic nie może zmienić wspomnień. One ukazują naszą przeszłość, to, jak bardzo się zmienialiśmy. Nasz charakter został ukształtowany dzięki wspomnieniom, a gdybyśmy chcieli je zmienić, nie byłoby nas. Zostalibyśmy zawieszeni w pustce.

    Ginny przełknęła ciężko ślinę.

    — W każdym razie, musisz zacząć żyć teraźniejszością, Ginny. Przeszłość cię wyniszczy.

    Ginny siedziała przez chwilę jak zawieszona, nie będąc w stanie wydusić żadnego słowa. Poczuła nową falę wdzięczności i szacunku do Jamesa, która zalała całe jej ciało. Popatrzyła na niego ciepło.

    — Dzięki, James. Naprawdę mi pomogłeś. — Uśmiechnęła się do niego. — Tak z ciekawości spytam, czyje to są słowa?

    — Moje — przyznał szczerze. — Możesz brać mnie, Syriusza, Remusa i Petera za idiotów, ale my naprawdę nie jesteśmy głupi. Jesteśmy tacy, jak chcą nas widzieć inni ludzie.

    Ginny uwierzyła mu całym sercem. I nawet żegnając się, wciąż miała w głowie jego słowa. Zapomniała nawet o okrzyczeniu go po tym jak nazwał ją "Gin". Zaczęła się mocniej zastanawiać nad tym co powiedział. Idąc w stronę lochów obiecała sobie, że zacznie żyć teraźniejszością. Wyznaczyła sobie kilka celów oraz ogólny plan dnia, który zamierzała wprowadzić w życie.

    Przede wszystkim musi naprawić swe stosunki z Lily - nie wyobrażała mieć sobie w niej wroga. Przy okazji przyjaźń z nią była bardzo dla Ginny ważna. Po powrocie do przyszłości będzie mogła opowiedzieć Harry'emu, jaka Lily była naprawdę. Każda wzmianka o jego rodzicach była dla niego ważna.

    Musiała też bliżej poznać Mary. Dziewczyna bardzo ją zainteresowała swoją tajemniczością, której miała aż nadmiar. Ginny miała ochotę poznać każdą jej tajemnicę, bo gdyby zepsułyby im się relacje, mogłaby w sprytny sposób wykorzystać nabyte informacje. 

    Jej priorytetem stało się dowiedzenie czegoś na temat czasu oraz bliższemu przyjrzenie się zmieniaczowi. Zastanawiała się, czy w tych czasach wynaleziono już zmieniacze czasu, a jeśli tak, to jakie było ich zastosowanie. Czy, tak jak w przypadku Hermiony, do lekcji, czy czegoś większego - zmienienie jakiegoś wydarzenia, albo uchronienie kogoś przed śmiercią. Musiała się w to bardziej zagłębić.

    Zadowolona ze swoich myśli coraz bardziej zbliżała się do pracowni, gdzie miała tworzyć eliksir ze Snapem. Odnotowała sobie, że musi zapytać któregoś z nauczycieli o wstęp do Działu Zakazanego. Może napisaliby jej zgodę, gdyby jako powód podała pracę nad projektem? 

    Wchodząc do pracowni, Ginny spięła mięśnie. Tuż za ladą stał Snape, który przygotowywał wodę w kociołku. Przez krótką chwilę miała nadzieję, że chłopak jej nie zauważył, lecz dość szybko się przekonała, że nie powinna jej ufać.

    — Spóźniłaś się, Weasley.

    — Tylko kilka minut. — Wyrzuciła ręce do góry w obronnym geście.

    — Mówiłem, że nie toleruję spóźnień — warknął, po czym dodał łagodniejszym tonem: — Idź po składniki, ja podgrzeję jeszcze wodę.

    Ginny pokiwała głową. Podeszła do półki i zaczęła przeglądać znajdujące się na niej ingrediencje. Z satysfakcją odnotowała, że jest ich więcej, niż potrzebowali. Po lekcjach będzie mogła zaszyć się w pracowni i wykonywać swoje własne eliksiry, które kiedyś jej się przydadzą. Jak na razie miała zadanie do wykonania, więc wzięła z półki potrzebne składniki i podeszła do Snape'a. Ten z widocznym skupieniem lustrował przepis, a Ginny zauważyła, że kiedy nad czymś głęboko myśli, pojawia mu się pionowa zmarszczka na czole. Kilka lat temu, kiedy bardzo interesowała się przyglądaniem ludziom, zauważyła jego nawyki oraz tiki nerwowe, które często się ujawniały. Działo się to szczególnie przy lekcjach z Gryfonami. 

    — Weasley. — Głos Snape'a wyrwał ją z zamyślenia. — Trzeba obrać cebulki Squill. Na stole masz potrzebne narzędzia. Idź.

    Ginny ruszyła w stronę pokazanego miejsca, lecz w połowie drogi zatrzymała się gwałtownie.

    — A co ty będziesz robił? — zapytała, mrużąc oczy.

    — Czytał dalej przepis. Rusz się.

    — Hola, hola! Mieliśmy to razem robić. Pamiętasz jeszcze? Drużyna Snape - Weasley. Nie sama Weasley.

    Snape westchnął głęboko. 

    — Słuchaj, Weasley — zaczął. — Nie dojdziemy do porozumienia tak czy siak, więc byłbym wdzięczny, gdybyś postanowiła się ruszyć i pokroić tę cebulę. Nie wymagam w tym momencie zbyt wiele.

    — Jasne, a ty będziesz się lenił przez cały ten czas. — Prychnęła. — Mamy współpracować, Snape, współpracować. Rozumiem, że to może być dla ciebie obce pojęcie, ale ja z chęcią nauczę cię go. Mamy wystarczająco dużo czasu. 

    — Idź pokroić cebulę, Weasley — warknął Snape, tracąc cierpliwość.

    — Sam się rusz. Nie zamierzam pracować sama.

    — Zachowujesz się jak dziecko, Weasley — wycedził przez zęby.

    — Ty również, Snape.

    Dopiero teraz zauważyła, jak bardzo się do siebie przybliżyli. Żadne z nich nie chciało ustąpić. Obydwoje mieli za ciężki charakter. Upór tylko podtrzymywał ich kłótnię.

    Zapadła cisza, przerywana tylko ich ciężkimi oddechami. Mierzyli się spojrzeniami jeszcze przez pewien czas, aż w końcu Snape odsunął się od niej, rzucając jej niechętne spojrzenie.

    — Ja pokroję cebulę. Ty zrób nalewkę z tymianku.



    Po kilku godzinach pierwszy krok został wykonany. Ginny z ulgą pocierała czoło dłonią, czując jak jest gorące. Widocznie stanie nad kociołkiem przez tak długi czas było niezdrowe. Ginny utrwaliła w pamięci , żeby przygotować eliksir pieprzowy.

    Ginny i Snape rozeszli się w dwie różne strony bez pożegnania. Wcześniej ustalili, że za szesnaście godzin dziewczyna przyjdzie ponownie dodać te same składniki, a potem je zamieszać. Ginny zgodziła się na to dość chętnie, ponieważ miała ochotę pójść do biblioteki i wypożyczyć kilka książek o czasie, żeby potem w pracowni w skupieniu je poczytać. 

    W pewnym momencie wpadła na kogoś tuż przy rogu. Udało jej się zachować równowagę i kiedy chciała okrzyczeć winowajcę, ten po prostu zapytał:

    — Nic ci nie jest?

    Syriusz patrzył na nią uważnie, szukając u niej jakichś obrażeń. Ginny przewróciła tylko oczyma – to było tylko lekkie zderzenie.

    — Nie — odpowiedziała. — Szukasz kogoś?

    Syriusz wzruszył ramionami. 

    — Po prostu się szwendam. — Westchnął,  przeczesując włosy. — Każdy musi kiedyś pomyśleć.

    — Rodzinka? — mruknęła, łatwo domyślając się powodu.

    Syriusz popatrzył na nią ze zdziwieniem.

    — Skąd wiesz? Nigdy ci o niej nie mówiłem.

    Ginny miała ochotę w tym momencie uderzyć się w twarz. Powinna bardziej panować nad swoim językiem.

    — Ja... no wiesz — odetchnęła. — Powiedzmy, że intuicja.

    — No tak, czego mogłem się spodziewać po tobie. — Popatrzył na nią z rozbawieniem.

    — Jestem raczej zaskakującym człowiekiem. — Uśmiechnęła się do niego wesoło. 

    — Zdążyłem się przekonać. — Zaśmiał się, a Ginny popatrzyła na niego niezrozumiale. — Nie uciekłaś od nas oraz odrzuciłaś moje zaloty. Może coś z ciebie będzie, rudzielcu.

    — Nie mów na mnie rudzielec — wycedziła przez zęby. Nie cierpiała, kiedy ktoś ją tak nazywał.

    — Jak wolisz. — Wzruszył ramionami. — Idę pospacerować po błoniach. Idziesz ze mną?

    Ginny pokręciła przecząco głową. Miała swój własny cel.

    — Muszę iść do biblioteki. Spotkamy się w Pokoju Wspólnym.

     Syriusz kiwnął głową i po krótkim pożegnaniu rozeszli się w inne strony. Ginny idąc dodo biblioteki zastanawiała się, czy Syriusz w jej czasach też tak często się zamyślał. Nie mogła przypomnieć sobie żadnych takich sytuacji. To może przez to, że tak mało czasu razem spędzali. Z postanowieniem, że teraz każdą wolną chwilę będzie spędzać z Huncwotami, weszła do biblioteki szkolnej.

    Przechodząc koło biurka bibliotekarki, skinęła głową pani Pince. Szukała odpowiedniego działu przeznaczonego na naukę o podróżach w czasie. Przechodząc obok regału z książkami do transmutacji, zauważyła znajomą brązową czuprynę. Z wolna podeszła do dziewczyny, starając się zachowywać jak najciszej, choć miała wielką ochotę podbiec i mówić godzinami.

    — Cześć — przywitała się, stając u boku dziewczyny. — My się chyba jeszcze nie znamy. Ginny Weasley. A ty musisz być Mary Dowens. Lily mi o tobie opowiadała.

    Było to swego rodzaju kłamstwo. Lily, od pamiętnego dnia, w którym Slughorn wybrał Ginny jako pomocnicę Snape'a, nie odzywała się do niej ani słowem. Ginny lekko to denerwowało, choć postanowiła dać Evans trochę więcej czasu, zanim rozpoczną poważną rozmowę.

    Mary wpatrywała się w nią chwilę ze zdziwieniem, zanim nie potrząsnęła wyciągniętą dłonią Ginny. Z rumieńcami na twarzy powiedziała cicho:

    — Słyszałam o tobie. Nowa Mistrzyni Eliksirów. Dziewczyna, która pobiła Lily Evans. Miło cię poznać.

    — Mi również — rzekła Ginny z lekkim uśmiechem na ustach. Popatrzyła na trzymaną przez szatynkę książkę. — Lubisz transmutację?

    — Nawet. O wiele bardziej wolę starożytne runy.

    — Naprawdę? Ja również. Uczyłam się ich w Ameryce.

    Mary zaczęła jej się przyglądać uważnie.  Po chwili musiała podjąć jakąś decyzję bo zaprosiła ją do stolika, żeby chwilę porozmawiać. Ta chwila przedłużyła się w kilka godzin, dzięki którym Ginny choć odrobinę poznała swoją współlokatorkę. Nie dowiedziała się o niej zbyt wiele – Mary nienawidziła latać, chodziła na wszystkie dodatkowe zajęcia, ale najlepiej jej szło z zaklęć. Rudowłosa z czystym sumieniem mogła powiedzieć, że Mary byłaby idealną Krukonką. 

    Wracając do Pokoju Wspólnego po wygonieniu przez panią Pince przez większość drogi milczały, lecz Ginny czuła pewnego rodzaju więź, która je połączyła. Z lekką złośliwością pomyślała o Lily, która w o wiele dłuższym czasie uzyskała sympatię Mary.

    Kiedy wkroczyły do Pokoju Wspólnego, do uszu Ginny dobiegło ciche wołanie. Odwróciła głowę w stronę kanap przy kominku, na których siedziała czwórka Huncwotów. Machali do niej ręką, zapraszając ją do siebie. Ginny z uśmiechem im odmachała, po czym zwróciła się do Mary.

    — Idziesz ze mną? James i reszta chętnie cię poznają.

    Mary pokręciła przecząco głową. Odeszła kilka kroków w stronę dormitorium.

    — Wolę iść spać. Jestem strasznie zmęczona. Do jutra. — Pomachała jej, uśmiechając się lekko. Weszła po schodkach do dormitorium i zatrzasnęła za sobą drzwi, zapewniając sobie prywatność.

    Ginny usiadła na kanapie koło Syriusza, który zrobił jej miejsce koło siebie. Siedzieli mocno ściśnięci, ponieważ Black rozwalił się na całą szerokość siedzenia.

    — Więc poznałaś już Mary? — zapytał Remus, patrząc z rozbawieniem na Ginny, który gromiła wzrokiem Syriusza.

    Rudowłosa przytaknęła głową.

    — Miła dziewczyna. Cicha, ale miła.

    — I mądra — dodał od siebie Peter.

    — No, no, Pete! Czyżbyś w końcu się kimś zainteresował? — zapytał Syriusz, który ignorował trącanie Ginny.

    — Nie mój typ. Bardziej do Remusa by pasowała.

     Ginny mimo przyjaznego tonu Petera, mogła usłyszeć chłód w jego głosie. Na chwilę zaprzestała popychania Syriusza, lecz zauważając wzrok Petera, wróciła do swojej dawnej czynności. Syriusz patrzył z rozbawieniem na jej ruchy, ani myśląc aby się ruszyć.

    Ginny mocno zirytowana odgarnęła kosmyk kręconych włosów, który opadał jej na czoło, po czym warknęła:

    — Mógłbyś się w końcu przesunąć?

    — Oczywiście, rudzielcu. — Mrugnął do niej.

     Ginny prychnęła oburzona i zrzuciła śmiejącego się Syriusza z kanapy. Reszta Huncwotów patrzyła na nich ze zdziwieniem, nie rozumiejąc, z czego tak bardzo Syriusz się śmieje. Ginny w tym czasie pokręciła głową, w myślach mówiąc: "Jak dziecko".

Betowała Sovbedlly
 

*** 


Heyo! Witajcie w nowym roku szkolnym! Jak Wam ten dzień minął? Mi bardzo przyjemnie, choć jeszcze wczoraj byłam zrozpaczona z powodu zakończenia wakacji, a teraz tak jakby odetchnęłam z ulgą. Jeśli ktoś dalej ma załamanie psychiczne, to dodaję nowy rozdział, który może choć odrobinę Was pocieszy. Ja nie mogę doczekać się siódmego i dziesiątego rozdziału ^^ Jak ktoś wejdzie na Spis Treści, to minimalnie zrozumie, dlaczego :D Przepraszam, jeśli w rozdziale występują powtórzenia liter, chciałam to później naprawić.
Pozdrawiam!













             
layout by oreuis