czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozdział 4 - Rozmowa w pracowni


W tym rozdziale występują błędy w zapisu dialogów, których nie udało mi się wyeliminować.


     Ginny, kiedy była mała, często udawała, że jest arystokratką. Przystrajała wtedy swój pokój w balony, które zawsze można było znaleźć w domu, serpentyny rozrzucała po podłodze i meblach, a gdzieniegdzie zawieszała ukradzione garnki mamy, które miały uchodzić za świece lub żyrandol. Ubierała najpiękniejszą sukienkę jaką posiadała i ćwiczyła siedzenie przy stole z wyprostowanymi plecami, dobierając przy tym odpowiednie sztućce. Kultury nauczyli ją Fred i George, którzy, pomimo swojej natury psotnika, mieli dość obszerne pojęcie na temat zachowania. Nieczęsto to ukazywali, lecz dziewczyna wiedziała, że to ich drugie oblicze. Pomogli nauczyć ją zakładania masek na twarz w krytycznych sytuacjach, z których często wychodziła zwycięsko. Pewność siebie, często nawet udawana, pomogła jej przetrwać i to dzięki niej wyrobiła sobie reputację "niezniszczalnej kobiety". Kpina to nieodłączna część jej życia, którą uwielbiała. Szyderczość ukryła głęboko w sobie, przygotowując ją na ciężką sytuację.
     Teraz, krocząc między labiryntem korytarzy z Severusem Snape'm i profesorem Slughornem, czuła ogromny strach na myśl, że przez dziewięć cholernych miesięcy będzie musiała pracować razem z Ślizgonem. Nic nigdy nie miała do uczniów Slytherinu, ba, ogromnie interesowała się ich kulturą i zasadami, ale tego konkretnego chłopaka darzyła ogromną niechęcią. Nienawiść to według niej zbyt ogromne słowo, by mogła go używać w stosunku do jej przyszłego nauczyciela. Nauczył ją wielu rzeczy w dziedzinie eliksirów i obrony przed czarną magią, za co mu była dozgonnie wdzięczna, ale nic poza tym. Złość na niego z powodu zabicia Dumbledore'a przysłoniła całą jej sympatię, którą kiedykolwiek poczuła do profesora.
     Ginny postanowiła przyjrzeć się swojemu wspólnikowi. Czarne jak smoła włosy okalały jego ziemistą twarz, a mądre oczy lustrowały przestrzeń wokoło, tak jakby była ona w tej chwili najważniejsza. Po krótkim zastanowieniu zauważyła, że sama robi dokładnie to samo. Czuć było wyraźnie dystans między nimi, który nie umniejszył entuzjazmu profesora idącego na przedzie. W ogóle nie zauważył, że za nim panuje ponura atmosfera, a uczniowie nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego.
     — To tutaj — powiedział po kilku minutach.
     Stali naprzeciw ciemnozielonych drzwi z wyrytymi znakami. Ginny z zainteresowaniem przyglądała się wyrzeźbionym roślinom, a także malutkim ludzikom, którzy wydawali się spadać z niewidzialnej chmury. Gdzieniegdzie latały ptaki, które w wyobrażeniu mogły przypominać kruki. Całego efektu dopełniało plącze wijące się przy obrębie łukowatych drzwi. Ginny z zachwytem przyznała, że ktoś musiał naprawdę długo nad nimi pracować.
     — Hasło do drzwi to Czarna Róża. — Dwójka uczniów obróciła z zainteresowaniem głowy. Profesor Slughorn uśmiechnął się do nich ze zrozumieniem. — Tak, to prawda. Czarne Róże istnieją, choć są strasznie trudne do wyhodowania. Wręcz niemożliwe, jeśli wiecie o co mi chodzi. 
     — Czytałam kiedyś o tym — odezwała się Ginny. — Czarny kolor, jak większość ludzi kojarzy, oznacza śmierć, żałobę, a w przypadku rośliny nie jest inaczej. Oznacza ona smutek i pożegnanie, dlatego najczęściej używana jest przy pogrzebach, ale może ona również oznaczać nowy początek i odrodzenie. Nie trzeba brać tego jako coś złego – śmierć może być dla niektórych wybawieniem. Czarna Róża najczęściej oznacza rzecz nieosiągalną, która kojarzy się ze smutkiem, niezwykłością i przemijaniem. – Potarła swój nadgarstek.
     — Doskonale, panno Weasley! — Pochwalił ją profesor Slughorn. Ginny kątem oka zauważyła, jak Snape uśmiecha się krzywo. — Wejdźcie do środka!
     Ginny nacisnęła powoli klamkę, w myślach przygotowując obraz starej, zabrudzonej pracowni. Nie oczekiwała, że sala będzie jakoś specjalnie wybudowana, na pewno nie dla takich zwykłych uczniów jak oni. Z zaskoczeniem stwierdziła, że miała nadzieję na właśnie taki obraz, żeby mogła się łagodnie wycofać z tego projektu.
     Dość mocno przeliczyła swoje szanse tuż po wejściu do pracowni. Stanęła jak wryta na środku przejścia, zafascynowana widokiem, jaki zastała. Sala była niewielka, a ponad połowę powierzchni zajmowały długie blaty stojące na środku pomieszczenia. Siedem kociołków, które na nich stały, były wykonane z prawdziwego srebra, choć czasem można było zobaczyć lekkie wgłębienia. Półki z potrzebnymi ingrediencjami stały przy bocznych ścianach, zaskakując swoją objętością. Dla prawdziwego Mistrza Eliksirów to był prawdziwy raj na ziemi, bo zapewne znajdowały się tam niezwykle rzadkie składniki, które ciężko zdobyć. Ściana naprzeciwko drzwi była - tak samo jak reszta pomieszczenia - ciemnozielona, z oknami na świat. Choć, może to złe określenie - nie widać z nich było niczego, poza głębią jeziora. Jako iż znajdowali się w lochach, cała sala była pod wodą, co powodowało, że pomieszczenie wydawało się strasznie ciemne. Głębokie, granatowo-zielone jezioro tylko pogłębiało to wrażenie, lecz mimo wszystko, Ginny strasznie się tu spodobało. Przez chwilę pomyślała, że jednak dobrze będzie jej się tu pracowało.
     — Profesorze, ta sala... — Nie udało jej się dokończyć. Wciąż była pod ogromnym wrażeniem.
     —Jest cudowna, prawda?  — Uśmiechnął się do niej. Ginny zdobyła się tylko na kiwnięcie głową.
     — Kiedy dostaniemy przepis? — zapytał jak dotąd milczący Severus.
     — Przepis leży na blacie, koło zlewu. Gdybyście mieli jakieś pytania, przyjdźcie do mnie do gabinetu.
     Ginny i Snape kiwnęli głową. Severus podszedł do półki, przeglądając składniki, które tam się znajdowały.
     — Panno Weasley — zwrócił się do niej nauczyciel — gratuluję uwarzenia Wywaru Żywej Śmierci. Panu Snape'owi również, choć właśnie tego się spodziewałem. —– Uśmiechnął się do niego miło. Chłopak nie odpowiedział na ten gest. – Nie wspominała pani, że jest utalentowana w tej dziedzinie.
     Ginny poczuła, jak rumieniec wypływa jej na twarz.
     — Nie chciałam się chwalić, profesorze — przyznała skromnie. Z boku usłyszała ciche prychnięcie Severusa. Popatrzyła w jego kierunku ostro, na co nie zwrócił uwagi.
     — Doskonale, doskonale. — Profesor zaklaskał entuzjastycznie w ręce. — Mam nadzieję, że będzie wam się dobrze razem pracowało. Za dwa tygodnie planuję zrobić spotkanie Klubu Ślimaka. Oczekuję, że się nim pojawicie.
     Kiedy nauczyciel rozglądał się po nich, Ginny miała ochotę parsknąć. Nie przepadała za Klubem Ślimaka, chociaż jedzenie tam było wyśmienite, a przy okazji to była dobra wymówka, aby nie robić zadań. Z tych spotkań niewiele się wynosiło, no chyba że poza wiedzą o sławnych przodkach innych uczestników. Tak czy inaczej, zawsze wychodziły one na plus.
     — Oczywiście, profesorze. — Usłyszała cichy głos Severusa, zanim zdążyła odpowiedzieć.
     — To świetnie! Prześlę wam kiedy indziej informacje na ten temat. Teraz możecie się bliżej poznać i ustalić godzinę spotkań. Miłego dnia! — Profesor wyszedł energicznie z sali, nie zwracając uwagi na cichy pomruk pożegnania.
     Po zamknięciu drzwi, w pracowni zapadła głucha cisza przerywana jedynie ich oddechami. Ginny odwróciła się bokiem do swojego wspólnika, nie mając pojęcia, jak zacząć rozmowę. Zaczęła przeglądać znajdujące się w szufladzie przyrządy do przygotowywania eliksirów, mając nadzieję, że zmusi tym samym chłopaka do przemówienia. Po pół minucie cisza stała się tak nieznośna, że Ginny z brzdękiem odłożyła chochlę do mieszania wywaru. 
     — Więc — zaczęła niepewnie — jak ci mija dzień?
     — Pojutrze o czternastej. Nawet nie próbuj się spóźnić. — Popatrzył na nią groźnie, czym kompletnie zszokował dziewczynę.
     — Co? — zapytała tępo.  
     Snape prychnął pod nosem.
     — Kolejny bezmózgi Gryfon, który nie potrafi przetworzyć prostego zdania — warknął do siebie, patrząc na nią z zirytowaniem. — Pojutrze spotykamy się w tej sali po obiedzie. Nie toleruję spóźnień, więc radzę ci być tu o czternastej. Zrozumiałaś?
     Ginny stała jeszcze przez chwilę zaskoczona, po czym powiedziała:
     — To ja nie mam już własnego zdania? Wolałabym, abyśmy zaczęli ten projekt jutro, żeby go szybciej skończyć. — Założyła ręce na piersi.
     — Weasley, skończymy tę robotę za dziewięć miesięcy. Co to za różnica, jeden czy dwa dni? — zapytał zgryźliwym tonem.
     Ginny zacisnęła usta w wąską linię. Chciała mieć to już za sobą. Westchnęła ze zrezygnowaniem.
     — Dobra. Zgadzam się. — Wzruszyła obojętnie ramionami, przybierając na twarz jak najbardziej neutralną maskę, na jaką ją było teraz stać.   
     — Cudownie — odpowiedział, ruszając w stronę wyjścia.
     — Wychodzisz już?
     — Weasley, mam ciekawsze rzeczy do robienia niż siedzenie z tobą w jednej sali. — Nadymała policzki. 
     Czekała jeszcze przez chwilę, aż odejdzie na bezpieczną odległość i wyciągnęła w jego stronę rękę, pokazując mu środkowy palec.
     — Cóż za brak wychowania z jego strony.
     — Tom! – Odwróciła się gwałtownie w jego stronę. — Przestań mnie nachodzić w takich momentach!
    — Swoją drogą, gratuluję uwarzenia eliksiru. — Nie zwrócił uwagi na morderczy wzrok dziewczyny. — Myślałem, że to ta ruda wspólniczka wygra, ale najwyraźniej się przeliczyłem.
     — Ona ma na imię Lily. — Tom przewrócił oczyma. — Przy okazji, też miałam taką nadzieję, tylko jak zawsze muszę coś zepsuć.
     — Taki twój urok.
     Ginny rzuciła mu mordercze spojrzenie.
     — Nie ma co rozpaczać nad wylanym mlekiem, Weasley. Pomyśl o plusach tego zajęcia. Będziesz mogła poznać Snape'a oraz wszystkie jego słabe i mocne strony, dowiedzieć się, z kim utrzymuje dobry kontakt i czy czerpie z tego korzyści...
     — Czy ty sugerujesz, że mam się z nim zaprzyjaźnić? — zapytała z niedowierzaniem.
     — Dokładnie tak — powiedział z entuzjazmem.
     — Żartujesz? — Parsknęła.
     — Weasley, czy ja kiedykolwiek żartowałem? — Popatrzył na nią zirytowany.
     — Punkt dla ciebie — westchnęła ciężko. — Wiesz, że to będzie ciężkie zadanie? Snape nie jest taki łatwy.
     — Wiem — przyznał. — Znam cię, więc oczekuję, że to zrobisz.
    — Nie — powiedziała pewnym głosem. — Nie jestem taka jak ty. Nie wykorzystuję ludzi dla własnego zysku.
     — Kiedyś będziesz musiała. Wojna cię zmieni, dziewczynko. Pewnego dnia spojrzysz w lustro i powiesz "Jestem potworem", ale nie będziesz czuła wyrzutów sumienia z powodu zabitych osób.
     — Skąd pomysł, że będę zabijać?
     — Bo będziesz, uwierz mi na słowo.
     —Ufać tobie? Jeszcze nie oszalałam. — Zaśmiała się bez cienia radości.
     — Mówię poważnie, Weasley. — Zmroził ją spojrzeniem.
     — Wiem, Tom. 
     Skierowała się do wyjścia z sali. Na korytarzu było niebywale cicho, więc Ginny pomyślała, że wszyscy uczniowie muszą być na obiedzie. Zaczęła zastanawiać się nad słowami Toma. Czy to możliwe, aby była potworem? Tak. W swojej świadomości posiadała wspomnienie człowieka, który w przyszłości miał zamiar zostać władcą magicznej Anglii. Ginny zaciekle ignorowała Riddle'a, bo po pięciu latach zdążyła się do niego przyzwyczaić. Nawet jeśli zwróciła na niego uwagę, to i tak ich rozmowa kończyła się na kłótni. W obecnej chwili była to jedyna osoba, która, tak samo jak ona, znała przyszłość. Zaczęła z nim rozmawiać, ponieważ w głębi serca czuła się niesamowicie zagubiona i przestraszona. Cała jej odwaga wyparowała, pozostawiając po sobie tylko jej ulotne wrażenie, które jej zawsze pomagało. Z całego serca dziękowała bliźniakom za to, że nauczyli ją samodzielności. Gdyby nie to, już dawno skończyłaby z głową w piasku, na co nie pozwalał jej Weasley'owski honor.
    — Co zamierzasz zrobić w związku z powrotem do swoich czasów? — zapytał Tom, który wyrównał z nią krok.
     — Nadal tu jesteś? — Kiedy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, kontynuowała: — Nie wiem. Prawdopodobnie poszukam czegoś w bibliotece szkolnej, a jeśli nic nie znajdę, to zamówię jakieś książki z księgarni.
     — Musiałabyś poszukać w Dziale Ksiąg Zakazanych. Nie sadzę, żeby takie księgi były dostępne dla zwyczajnych uczniów. 
     — Też tak myślę — westchnęła, ściskając nasadę nosa. — To wymagałoby więcej czasu. Wiesz, dostanie zgody na wejście — wyjaśniła pospiesznie, widząc niezrozumiały wzrok Toma. — Będę musiała na początku zdobyć zaufanie nauczycieli, a to będzie ciężkie. 
     — To zajmij się czymś pożytecznym. — Wzruszył ramionami.
     — Na przykład?
     Tom westchnął, przeczesując włosy.
     — Quidditch? Nauka? — Włożył dłonie do kieszeni spodni, patrząc przed siebie beznamiętnym wzrokiem.
     — Quidditcha muszę sobie w tym roku odpuścić. W tym momencie najważniejsza jest nauka.
       Skręcili, stając przed drzwiami do Wielkiej Sali. Przełknęła ciężko ślinę, wiedząc, że teraz będzie pod ostrzałem spojrzeń wszystkich uczniów. Wzięła głęboki oddech, zbierając w sobie resztkę odwagi, jaka jej pozostała. Popatrzyła w bok, lecz Tom już zniknął, zostawiając ją samą sobie. W myślach podziękowała mu z kpiną. Ostatni raz popatrzyła na zamknięte drzwi do Wielkiej Sali, modląc się w duchu, że to jest tylko kolejny koszmar, z którego zaraz się obudzi. Przyklejając do twarzy delikatny uśmiech, weszła powolnym krokiem do pomieszczenia, w którym reszta uczniów zapewne jadła obiad, śmiejąc się razem ze swoimi przyjaciółmi. Nieświadomie liczyła na to, że Neville, Colin i Luna już na nią czekają z makaronem ze szpinakiem i parmezanem.
       Nie zwróciła uwagi na zaciekawione spojrzenia reszty uczniów. Kontemplowała właśnie ciepły wystrój Wielkiej Sali, w której jaśniało złote światło. Raźnym krokiem skierowała się do stołu Gryfonów, z daleka widząc jasną i ciemną czuprynę, która siedziała na ich zwyczajnym miejscu.
     – Cześć! – przywitała się z wesołym uśmiechem.
     W jednej chwili jej humor się zepsuł. Zamiast Colina zauważyła twarz Petera, który gwałtownie odwrócił głowę, chcąc sprawdzić, kto się z nim powitał. Ginny natychmiast oblało obrzydzenie, które czuła do tego człowieka.


     Mała, dwunastoletnia Ginny spacerowała właśnie po błoniach wraz z jej przyjacielem, Harry'm. Chłopak opowiadał jej o Syriuszu Black'u i Peterze Pettigrew, który, jak się okazało, zdradził swoich przyjaciół. Ginny ani razu mu nie przerywała, z doświadczenia wiedząc, że pytania najlepiej zadawać po skończeniu opowieści. 
     – ... a wtedy Glizdogon zamienił się w szczura i uciekł.
     – Parszywy gnojek – powiedziała, skrzywiając się z odrazą.
     – Dokładnie – westchnął Harry, przeczesując dłonią włosy. – Syriusz jest dalej zbiegłym mordercą, który musi się ukrywać.
     – Właśnie. – Odwróciła gwałtownie głowę. – Co się z nim stało?
     – Odleciał na Hardodziobie – westchnął. Ginny zauważyła, że Harry ostatnio bardzo często wzdycha. Pomyślała naiwnie, że to wynik starzenia się.
     Szli przez chwilę w ciszy, wsłuchując się tylko w szum wiatru. Jak na tę porę roku, było strasznie zimno. Opatuliła się mocniej bluzą, a jej mózg działał z zawrotną prędkością.
     – To obrzydliwe – powiedziała po minucie. – Peter zamieniał się w szczura, tak? – zapytała dla pewności.
     Harry przytaknął głową, patrząc na nią z zainteresowaniem. Ginny wzdrygnęła się z odrazą.
     – Ten szczur nigdy mnie nie lubił. Uciekał z piskiem, kiedy chciałam go wziąć na ręce, ale zawsze wślizgiwał się za mną do łazienki, kiedy chciałam się wykąpać.
     Brunet wykrzywił się z obrzydzeniem.
     – Że też nie miał wstydu. – Pokręcił głową.
     Ginny od tamtej chwili była szczególnie przewrażliwiona na punkcie swojej prywatności. Zawsze przed wykąpaniem się sprawdzała, czy przypadkiem po kątach nie kryje się jakieś zwierzątko. Nawet najmniejszy pajączek zostawał zabijany, a mucha wypędzana przez okno. Poprosiła Percy'ego o rzucenie zaklęcia prywatności na drzwi tak, aby nikt przez nie nie wchodził, kiedy akurat była w środku. Już nikt nigdy nie naruszył jej prywatności.

     Ginny potrząsnęła głową, aby odgonić od siebie to nieprzyjemne wspomnienie. Pamięta, jak cała rodzina mówiła wtedy na nią Królowa Lodu, ponieważ nigdy nie udało jej się pokochać żadnego chłopaka. Ona śmiała się razem z nimi, w duchu przyznając im rację. Jej serce to istna bryła lodu, która powiększa się z dnia na dzień.
     – Ginny! – Usłyszała wesoły głos Jamesa. – Siadaj z nami!
     Jak powiedział, tak zrobiła. Usiadła koło Glizdogona, starając się nie krzywić. Siedzieli tak blisko siebie, że dotykali się łokciami. Ginny powstrzymała chęć wzdrygnięcia się, maskując to radosnym uśmiechem.
     – Gratuluję uwarzenia Wywaru Żywej Śmierci. – Zrobiło jej się niedobrze, słysząc po raz kolejny to samo zdanie. – Tylko tobie i Severusowi się to udało.
     – Taak. – Uśmiechnęła się krzywo. – Uwielbiam eliksiry. Od małego się nimi fascynowałam.
     Tym razem nie kłamała. Często podbierała podręczniki starszych braci, żeby poczytać na temat tego przedmiotu. W wieku ośmiu lat znalazła za domem starą, nieużywaną szopę. Poprosiła Billa, aby pomógł jej posprzątać w środku, a następnie kupił jej kociołek i kilka użytecznych składników. Starszy brat nauczył ją podstaw alchemii, przenosząc swoją fascynację na nią. Często jej pomagał przy tworzeniu wywarów, a jak popełniła jakiś błąd, on jej wyjaśniał, co zrobiła źle. Wtedy najczęściej robiła go od początku, ćwicząc przy okazji cierpliwość. Po wielu błędach udało jej się w końcu wykonywać trudniejsze eliksiry dla pierwszoklasistów. Była naprawdę dumna ze swoich osiągnięć.
     – Naprawdę? – Zauważyła błysk w oku Remusa. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć na ten widok.
     – Naprawdę. – Zaśmiała się.
     Remus uśmiechnął się do niej przyjacielsko. Szybko zaskarbiła sobie jego częściowe zaufanie.
     – Opowiesz mi kiedyś, jak to zrobiłaś?
     – Oczywiście. – Wyszczerzyła zęby.
     – Nie wierzę – jęknął Syriusz. – Kolejny kujon.
     Ginny i Remus zaśmiali się radośnie.
     – Powinniśmy przygotować pancerz ochronny, Syriuszu – zwrócił się do niego James.
     – I kija na dwa metry.
     Ginny pokręciła głową. Może jednak przeszłość nie będzie taka zła?

***

     Ginny wraz z Huncwotami właśnie wracała do Pokoju Wspólnego. Opowiadała im o wymyślonym życiu w Ameryce. Nawiązywała do jej przygód, które przeżyła z Harry'm. O tym, jak uratował ją od bazyliszka, czy walczył z śmierciożercami, tylko że ogromnego węża zamieniła na kałamarnicę, a sługów Voldemorta na wrogów z klasy. Nikt nie mógł jej oskarżyć o opowiadanie kłamstw. 
     Nagle z niewiadomych przyczyn temat zboczył na jej pracę z Snape'm.
     – Uważaj na niego – zastrzegł ją Syriusz. – Smarkerus bawi się czarną magią. Może nie ukazuje tego publicznie, lecz kilka razy trafiliśmy na niego w opuszczonej klasie, gdzie ćwiczył mroczne zaklęcia. – Skrzywił się z wyraźną niechęcią.
     – Potrafię się bronić. – Przewróciła oczami. W jej czasach samoobrona była podstawą do przeżycia. – A nawet jeśli odważyłby mi się coś zrobił, poszłabym do nauczyciela. Słyszałam, że używanie czarnej magii w szkole jest zabronione.
     – A i tak uczniowie nic sobie z tego zakazu nie robią – sarknął. Ginny w myślach przyznała mu rację.
     – Nie wiem, jakie zasady panują w waszej szkole. – Wzruszyła ramionami. Przyznała sobie pięć punktów za aktorstwo.
     – Po tygodniu wszystko zrozumiesz. 
     Tego jednego była pewna; po tym czasie będzie orientować się, kto ma tu jakie relacje, co powinna mówić, a czego nie.  Miała tylko nadzieję, że do tego czasu niczego nie zepsuje. Znając ją, za niedługo pewnie palnie głupotę, której będzie później żałować. Obecność Toma w jej świadomości dodatkowo nie napawała ją optymizmem, lecz podświadomie czuła, że będzie musiała często prosić go o pomoc w niektórych sprawach. W końcu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z myślą. A już na pewno nie jej plany.
     Wchodząc do Pokoju Wspólnego nie czuła już takiej potrzeby panicznej ucieczki - bardziej prośbę o zaopiekowanie się nią w tym nowym świecie. Gdyby mogła, powiedziałaby komuś o tym, że jest z przyszłości, lecz później musiałaby liczyć się z konsekwencjami tego czynu. Przez chwilę  pomyślała o Dumbledorze, który z chęcią by jej pomógł. Szybko jednak uświadomiła sobie, że musi mieć dużo roboty - papiery dotyczące jej dojścia do szkoły i panoszący się po świecie Voldemort ze sługami. Nie, dyrektor odpada. Huncwoci? Uznaliby ją za dziwaczkę. Lily? Też nie. Czuła pomiędzy nimi pewien mur, który tylko się pogłębił po jej wygranej na eliksirach. Potrzebuje trochę czasu, aby poukładać sobie z nią relacje. 
     Ginny, nie mogąc znaleźć żadnej dobrej osoby do pomocy, uznała, że ona i Tom w zupełności sobie poradzą. Mimo ich nieprzyjacielskich stosunków, potrafią dobrze ze sobą współpracować. Zapowiada się długi rok, westchnęła w myślach. 
     Resztę dnia spędziła na poznawaniu czwórki Huncwotów, którzy z pewnością pomogą jej się zadomowić w tych czasach. Dzięki ich towarzystwu nie będzie samotna ani przygnębiona. Nie będzie tak źle, Ginny, przekonywała się w myślach. Nie będzie tak źle.

***

Heyo! Przybyłam z rozdziałem później niż zazwyczaj. Chciałabym ogłosić kilka rzeczy. W następnym tygodniu prawdopodobnie nie pojawi się żaden rozdział. Wyjeżdżam na wakacje, więc nie będę tak często, jak zazwyczaj. Drugim powiadomieniem jest to, że jak na razie nie jestem w stanie wymyślić żadnej sensownej miniaturki z pairingami, które podaliście. Będziecie musieli chwilę poczekać. Trzecią jest lekka zmiana blogu. Opis bloga, spis treści i zakładkę "linki" dość mocno zmieniłam. Za niedługo zmienię też szablon i dodam zwiastun bloga.
Ogólnie, strasznie miło mi się pisało ten rozdział. Widać to po jego długości - 9 stron :P Jestem z siebie dumna xD Mimo że nie dzieje się w nim za wiele, to i tak go lubię, tak samo jak następny. 
No to, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłego wieczoru i dobrej pogody. Pozdrawiam!


 
 
layout by oreuis