czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 3 (2) - Eliksiry





Dziękuję E.M.S [ klik ] za zbetowanie!



     Dzisiejszy dzień, tak jak mówił James, był deszczowy. Ginny trzęsła się z zimna, ledwo nosząc zakupione rzeczy potrzebne do szkoły. Wracała powolnym krokiem w stronę zamku, a tuż obok niej szedł profesor Slughorn opowiadający o zajęciach, historii każdego z domów a także o jego wyjątkowo utalentowanych uczniach. Ginny wyłączyła się gdzieś w połowie jego monologu. Wolała oglądać sklepy, które w jej czasach już nie istniały.
     — ... Lily zrobiła wtedy...
     — Lily? — Nagle się ocknęła. — Chodzi panu o Lily Evans?
     — Dokładnie. — Przytaknął głową. — Poznałyście się już?
     — Nie miałam jeszcze takiej okazji — powiedziała, pochylając głowę. Świetnie. Jestem współlokatorką matki Harry'ego, pomyślała, czując, jak zaczyna kręcić jej się w głowie. Gorzej nie mogłam trafić.
     — W klasie mam jeszcze jednego zdolnego ucznia. Nazywa się Severus Snape. — Wypiął dumnie pierś. Zapewne musi się cieszyć z jego sukcesów w dziedzinie eliksirów.
      Cofam to. Jednak może być jeszcze gorzej.
    Wzięła głęboki oddech, wiedząc, że będzie w jednej klasie z tym zwyrodnialcem, który zabił Dumbledore'a. Zważywszy na jej szczęście na pewno ją z nim sparują na zajęciach. Pora spisać testament.
     — W tym roku zaplanowałem specjalną pracę dla moich najzdolniejszych uczniów. — Zaczęła słuchać z większym zainteresowaniem. — Będzie ona polegać na przygotowaniu jednego z trudniejszych eliksirów. Uczniowie, których wybiorę, będą zmuszeni pracować razem do końca roku szkolnego. Dostaną specjalną salę, w której znajdą potrzebne składniki i kociołki do stworzenia eliksiru. Pod koniec roku szkolnego ich praca zostanie oceniona, a jeśli będzie wykonana poprawnie, uczniowie zostaną zwolnieni z pisania owutemów.
     Słuchając go, Ginny zaczęła zastanawiać się, ile człowiek może mieć w sobie pokładów energii w tak podeszłym wieku.
     — A jaki to będzie eliksir? — zapytała z ciekawości. Wiedziała, że i tak nie zostanie wybrana, ale chciała wiedzieć, z czym inni będą musieli się uporać.
     — Tego nie mogę powiedzieć. — Uśmiechnął się tajemniczo. — Wszystkiego dowiesz się na lekcji.
     Ginny przełknęła ślinę. Miała wrażenie, że właśnie nieświadomie wplątała się w tę pracę. Jakby nie miała już wystarczająco problemów.


     Wiedziała, że to nie był jej dzień. Przemoknięcie do suchej nitki, taszczenie zakupów i historie Slughorna wystarczająco zepsuły jej ranek. Myślała, że nic gorszego nie może już ja spotkać. Myliła się, o czym przekonała się zaraz po wejściu do dormitorium.
    Przed nią na łóżku siedziała rudowłosa dziewczyna, która właśnie szukała czegoś w torbie. Ginny z konsternacją zauważyła, ze wszystkie książki, atramenty i pióra leżą porozrzucane na ziemi.
     — Co tu się stało? — zapytała, zamykając za sobą drzwi.
     Lily podskoczyła gwałtownie, dopiero teraz zauważając współlokatorkę. Ginny wciągnęła powietrze, kiedy zauważyła zielone oczy tak podobne do jej przyjaciela.
     — Cześć. —– Przywitała się Lily, wyciągając w jej stronę rękę. — Profesor Dumbledore mówił, że jesteś nową uczennicą z Ameryki.
     — Ja... ja... — zaczęła się jąkać. Strach sparaliżował jej ciało.
     Lily zaśmiała się dźwięcznie.
     — Jesteś nieśmiała, co? — Uśmiechnęła się delikatnie. — Dokładnie tak samo jak Mary. Chociaż ona raczej woli siedzieć z nosem w książkach i się do nikogo nie odzywać. — Zmarszczyła nos.
     — Mary...?
     — Dowens. — Pomogła jej. — Jest naszą współlokatorką. Ciężko nawiązać z nią kontakt. Mi udało się to dopiero po trzech latach — westchnęła, wzruszając ramionami. — Tak w ogóle, nazywam się Lily Evans.
     — Ginny Weasley. — Uścisnęła dłoń dziewczyny, którą tak długo trzymała w powietrzu.
     — Miło mi cię poznać, Ginny. — Uśmiechnęła się do niej ciepło.
     — Taaak... cudownie. — Wykrzywiła usta w imitacji uśmiechu.
     Odwróciła się na pięcie z zamiarem wyjścia z dormitorium, kiedy usłyszała za sobą głos Lily:
     — Wychodzisz? — krzyknęła.
     — Ja... no wiesz, muszę się przewietrzyć — powiedziała przez ramię, naciskając klamkę.
     Wychodząc, poczuła za sobą czyjąś obecność.
     — Kłamstwo ma krótkie nogi, Weasley. — Usłyszała głos Toma Tuż przy swoim uchu.
 
  
       Ginny wraz z Lily stały przed salą do eliksirów. Rozmawiały po cichu, wymieniając się informacjami dotyczącymi tego przedmiotu. Obydwie uwielbiały lekcje u Slughorna, chociaż Lily nie mogła o tym wiedzieć. Profesor wspaniale prowadził zajęcia, ale to jednak dzięki Snape'owi Ginny  pokochała eliksiry. To prawda, był okropnym nauczycielem, ale jeśli chciał, to potrafił nauczyć, a szczególnie, gdy odkrył w uczniu talent - wtedy można było się spodziewać, że nie da mu spokoju. Będzie szlifował jego umiejętności, aż wybraniec nie osiągnie szczytu. Ginny była szczęśliwcem, który dostąpił tego zaszczytu. Do dziś tego nie żałowała. 
     — Proszę, proszę, wejdźcie do sali. — Profesor Slughorn żywo pomachał ręką w stronę drzwi, zapraszając ich z radosnym uśmiechem.
     Uczniowie weszli do środka w całkowitej ciszy. Zasiedli w ławkach, przygotowując swoje kociołki i składniki. Profesor cierpliwie na nich czekał, postukując palcami w blat. Ginny, która jako pierwsza była przygotowana, siedziała spokojnie, rozglądając się po twarzach innych uczniów. Większość z nich zachowywała się swobodnie, lecz można było u nich dojrzeć zaciekawienie. Przygryzła wargę, próbując ukryć uśmiech, który chciał wkraść jej się na usta.  Profesor Slughorn złapał jej wzrok i mrugnął do niej radośnie.
     — Zanim zaczniemy zajęcia, chciałbym coś ogłosić — powiedział mocnym głosem, za którym kryło się podekscytowanie. — W tym roku dwójkę uczniów będzie czekać specjalne zadanie. Zostaną oni wybrani do przygotowania eliksiru. — Przez klasę przeszedł pomruk niezadowolenia, na co profesor Slughorn zaśmiał się wesoło. — Wiem, o czym myślicie, lecz to nie będzie byle jaki eliksir. Felix Felicis, inaczej zwany Płynne Szczęście.  
     Ginny zdziwiła się na tą wiadomość. To prawda, stanowił on jeden z trudniejszych eliksirów, lecz nie sądziła, że będzie taki oczywisty. Nie tego się spodziewała. Sądząc po minach innych uczniów, oni pewnie też. 
     — Felix Felicis przygotowuje się przez dziewięć miesięcy — ciągnął nauczyciel. — Dwójka najzdolniejszych uczniów w tej klasie będzie musiała codziennie spotykać się w specjalnie przygotowanej dla nich sali. Znajdują się w niej wszystkie potrzebne ingrediencje, kociołki i przyrządy. Uczniowie, jeśli dobrze przygotują ten eliksir, zostaną zwolnieni z pisania owutemów i automatycznie dostaną z nich Wybitny. — Ginny zmarszczyła nos. Widocznie profesor zapomniał jej o tym wspomnieć. — Ich praca zostanie też nagrodzona oceną cząstkową. Jakieś pytania?    
     Jakaś dziewczyna z Slytherinu podniosła rękę. Profesor skinął na nią podbródkiem.
     — Gdzie znajduje się ta pracownia? — zapytała.
     — Tego dowiedzą się tylko wybrani przeze mnie uczniowie. — Uśmiechnął się do niej.
     Usłyszała obok siebie ciche westchnienie. Odwróciła głowę w stronę Lily, która patrzyła zrezygnowanym wzrokiem w stronę biurka nauczyciela. Zapewne myślała, że to ona i Snape zostaną do tego wybrani. Ginny zacisnęła szczękę. Nagle obudziła się w niej Mistrzyni Eliksirów, która domagała się wygranej.
     Kolejny uczeń ze Slytherinu podniósł rękę i zapytał:
     — Kto zostanie wybrany do tego zadania? — Przez Ginny przeszedł zimny dreszcz. Poczuła, że nie polubi tego chłopaka.
     — Właśnie dlatego dzisiaj będziemy przygotowywać Wywar Żywej Śmierci. Ci, którzy poprawnie go uwarzą, zostaną wyznaczeni do tej pracy. Przepis macie w podręczniku.
     Wszyscy niezwłocznie zabrali się do roboty. Ginny otworzyła podręcznik na podanej stronie i zaczęła przygotowywać ogień pod kociołkiem. Z ulgą zobaczyła, że program nauczania jest dokładnie taki sam co za dwadzieścia lat. Tuż obok przygotowała potrzebne składniki i, zgodnie ze wskazówkami Księcia Półkrwi, wlała na początku do kociołka piołun. Harry pozwolił jej poczytać podręcznik, widząc, jak Ginny jest zafascynowana eliksirami. Pierwszym przepisem był Wywar Żywej Śmierci. Wkuła go na pamięć, wiedząc, że za rok będzie przygotowywać taki sam.    
     Po chwili dodała sproszkowany korzeń asfodelusa i zamieszała dwa razy w prawo. Eliksir przybrał barwę czerwoną, zgodnie z instrukcjami w książce. Do tej pory wszyscy radzili sobie bardzo dobrze i byli na tym samym etapie pracy, lecz Ginny wiedziała, że już za chwilę każdy zepsuje swój eliksir. 4. Dodaj sok z fasoli korzenia waleriany – przeczytała. Jak zauważyła, każdy w tej chwili ciął swoją fasolę, co było jednym z poważniejszych błędów. W ten sposób fasola wypuszczała o wiele mniej soku. Dla zwiększenia efektywności należało zmiażdżyć go srebrnym sztyletem. Dodała trzynaście kropel i zamieszała całość w lewo i w prawo siedem razy. Z koloru bladoróżowego eliksir zmienił się na przeźroczysty. Zadowolona z efektu swojej pracy rozejrzała się po klasie i z satysfakcją odnotowała, że nikomu nie udało się uwarzyć eliksiru poprawnie.
     Po pół godzinie wszyscy mieli gotowy wywar w różnym stopniu zaawansowania. Większość eliksirów przybrała kolor bordowy. Ginny zerknęła na koleżankę z ławki i zauważyła, że Lily pociera ręką czoło, a jej brązowy roztwór bulgocze.
     — Mamy pierwszego zwycięzcę! — krzyknął profesor Slughorn.
     Ginny z ciekawością spojrzała w jego kierunku. W tym momencie myślała, że piorun ją trafił.
     Slughorn stał przy stoliku Severusa Snape'a. 
 

     Ginny zastanawiała się, jak mogłaby szybko zepsuć swój eliksir. Ona nie mogła wygrać. Ona nie może pracować ze Snape'm  w parze przez dziewięć miesięcy. Nie może.
     — Co ty robisz? — zapytała Lily, patrząc na paniczne ruchy Ginny.
     — Ja... ja... — Jej wypowiedź znowu przerwał głos profesora.
     — Mamy drugiego zwycięzcę!
     Ginny westchnęła z ulgą, myśląc, że to nie o niej mówił Slughorn. Szybko się jednak przekonała, że była w poważnym błędzie.
     — Osobami wyznaczonymi do przygotowania pracy są Severus Snape i Ginevra Weasley!
     Cholera!

***

Heyo! Kolejna część rozdziału za nami. Miałam z nim ogromne problemy. Ciężko mi się go pisało, a po zbetowaniu go, musiałam na nowo pisać, bo wychodziły czarne wyrazy, które zlewały się z tłem. Później problemy z czcionką, wielkością, kolorem... szlag mnie trafił. W rozdziale mogą pojawić się błędy, ale jeśli takowe będą, to je później poprawię. Teraz nie mam na to siły. Pozdrawiam!

  
layout by oreuis