czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 3 (1) - Mroczny Towarzysz

      Rozdział ten potrzebuje bardzo, BARDZO gruntownego remontu, dlatego nic się nie stanie, jeśli właśnie go pominiesz.



Ginny przewracała się co chwilę z boku na bok. Kołdra, już mocno rozkopana, leżała na końcu łóżka. W tym momencie wydawało jej się, że nawet ona z niej kpi. A już najbardziej umysł Gryfonki.
Dziewczyna wstała z łóżka, próbując zachować ciszę, nie chcąc obudzić swych współlokatorek. Nie miała okazji ich poznać, bo kiedy weszła do dormitorium, te już spały, w myślach jednak błagała, aby okazały się być normalne. W jej czasach dziewczyny były strasznie rozpuszczone. Nie okazywały zainteresowania innymi tematami niż makijaż, kosmetyki, lub chłopaki, przez co Ginny starała się przebywać z nimi jak najmniej czasu.
Przeszła przez pokój w akompaniamencie cichego skrzypienia podłogi i weszła do łazienki, która znajdowała się tuż za drzwiami. Czerwono-złote kafelki mocno gryzły w oczy, a brązowa podłoga nie polepszała dobrego wrażenia. Według niej było tu zbyt... gryfońsko. Odezwała się Ślizgonka, prychnęła w myślach.
Podeszła do umywalki znajdującej się naprzeciw prysznica. Odkręciła wodę, chowając pod nią dłonie i przemywając twarz. Przez chwilę w pomieszczeniu można było usłyszeć tylko cichy szum wody, a Ginny, wpatrzona w nią, na chwilę wyłączyła się, zagłębiwszy w swój umysł. Wróciła myślami do chwili, jak upadła na dworcu, a w bluzie znalazła zegarek. Teraz znajdował się na dnie jej kufra, bezpiecznie ukryty przed ciekawskimi oczyma. A więc to jest zmieniacz czasu, pomyślała. Kingsley mówił, że wszystkie zmieniacze zostały zniszczone, aby nikt nie majstrował w czasie. Musieli zapomnieć o tym jednym egzemplarzu. Ale to nie miałoby wtedy sensu. Zegarek wygląda na podniszczony, jakby był już wielokrotnie używany, lub często narażany na zniszczenie. Albo był on przechowywany u kogoś od wielu, wielu lat, albo niedawno go wykradziono z Ministerstwa. I dano mi. O matko, jęknęła w myślach.
Doszła do wniosku, że jeśli naprawdę go ukradziono, to ona zostanie o to oskarżona. W końcu jest posiadaczką zguby. Ale gdyby złożyła zeznania zostałaby uniewinniona?
— Za dużo myślisz, Weasley.
Podskoczyła gwałtownie, obijając rękę o umywalkę.
— To chyba dobrze, prawda? Ty akurat nie myślałeś w wieku szesnastu lat, z tego co słyszałam — odpowiedziała kpiąco, odwracając się w stronę swojego rozmówcy.
Przed nią stał brunet o granatowych oczach z dokładnie zaczesanymi włosami. Ubrany w szkolne szaty nonszalancko opierał się o ścianę, przyglądając się jej uważnie.
— Tego akurat bym nie powiedział.
— Och, jasne, Tom, ty myślisz, zamiast mówić. Może i tak było kilkadziesiąt lat temu, póki nie postanowiłeś zostać nieśmiertelny, co było w sumie głupotą z twojej strony.
Tom Riddle popatrzył na nią groźnie spod spadającej na jego oczy grzywki. Ginny mogłaby rozpłynąć się na ten widok, gdyby tylko to nie był Riddle.
— Stało się coś, że postanowiłeś mnie odwiedzić? — zapytała lekkim tonem podsyconym nutą kpiny, po czym otarła twarz ręcznikiem. Jedną z rzeczy, których nienawidził Tom, było odwracanie się do niego tyłem i ignorowanie go. A ona dość często to robiła.
— Weasley — wycedził. — Przestań zachowywać się jak swój brat. — Ginny odwróciła się do niego wyraźnie oburzona, na co on uśmiechnął się z satysfakcją. — Skoro mamy za sobą przywitanie, to przejdźmy do konkretów. Obydwoje wiemy, jak bardzo żałosne jest twoje życie, aż tu nagle lądujesz w przeszłości. Czy to nie cudowne? Odrobina rozrywki w twojej, jakże nędznej, egzystencji.
Ginny zacisnęła ręce w pięści, porzucając swoją zwyczajną maskę, jaką zazwyczaj nosiła, kiedy on się pojawiał. 
— Moja nędzna egzystencja? — warknęła. — Jedziemy na jednym wózku, Riddle. W końcu to ty siedzisz w mojej głowie od pięciu lat.
— A to nie stałoby się, gdybyś tylko nie była naiwną dziewczynką.
— Miałam jedenaście lat! — wybuchła, wyrzucając ręce do góry. — Potrzebowałam przyjaciela, a ty mi się wtedy napatoczyłeś. 
— Nie wydaje ci się dziwne, że zaufałaś wspomnieniu z dziennika? — Uniósł kpiąco brew. 
— Które mnie perfidnie wykorzystało.
— Bo miało swój własny cel.
— Jak przejęcie władzy nad magiczną Anglią?
— Czarodzieje potrzebowali silnego przywódcy a nie takiego Knota. — Prychnął z obrzydzeniem.  
— Już i tak przejąłeś władzę. Czego ci więcej potrzeba? Wiedzy, pieniędzy? Jeszcze większej ilości poddanych? A może poszerzanie swoich kontaktów wśród innych państw, żeby przejąć nad nimi kontrolę?
— To nie ja zawładnąłem Anglią tylko Lord Voldemort. — Zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. Ginny prychnęła kpiąco na tą odpowiedź.
— Lord Voldemort i Tom Riddle to ta sama osoba. Nie powiesz mi chyba, że to nieprawda. W końcu, będąc jeszcze w szkole, używałeś tej nazwy. Nie obnosiłeś się z nią, ale miałeś już utworzonego horkruksa i grupkę swoich oddanych. Ty byłeś Voldemortem.
— Nie byłem – powtórzył z mocą. — Jest kilka podstawowych różnic między nami.
— Nie chcę ich słuchać. — Założyła ręce na piersi. — A teraz wybacz, Tom, chcę iść spać. Jestem okropnie zmęczona. — Odwróciła się w stronę drzwi. Kiedy miała już wychodzić, to usłyszała jeszcze za sobą głos.
— Ja nie odpuszczam tak łatwo, Weasley.
— Wiem, Riddle — westchnęła, wychodząc z łazienki. Będąc z powrotem w dormitorium, obejrzała się za siebie, lecz tam nikogo już nie było. — Wiem — szepnęła.


Cześć, Ginny! — Podskoczyła gwałtownie, słysząc, jak ktoś za nią krzyczy. Ledwo udało jej się powstrzymać swój odruch obronny – podniesiona różdżka na pewno niejednego by zdziwiła.
— Cześć. — Uśmiechnęła się na pozór radośnie w stronę Jamesa.
— Trafiłaś do Gryffindoru! Wczoraj po uczcie czekaliśmy na ciebie, ale długo nie przychodziłaś. Miałaś pogadankę u Dumbledore'a? — zapytał.
— Miałam. Czekaliście na mnie, choć nie wiedzieliście, do jakiego domu trafię? — Uniosła brew, ale w duchu uśmiechała się.
James przytaknął, patrząc na nią z radością. W jego oczach można było dostrzec iskierki ciepła, które zawsze widziała na zdjęciach danych jej przez Harry'ego. Tak się rozmarzyła, że nie usłyszała, co mówi James.
— Mógłbyś powtórzyć? — spytała, wyrywając się z amoku.
James uśmiechnął się do niej.
— Mówiłem, że to było jasne, że trafisz do Gryffindoru. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.
— To dobrze. Chyba. — Zwiesiła niepewnie głowę. — Idziemy na śniadanie?
— Jasne! – wykrzyknął, ciągnąc ją za ramię. — Przy okazji pokażę ci kilka ciekawych miejsc i opowiem o Hogwarcie. Zobaczysz, spodoba ci się tu.
— Zapewne — potwierdziła dla świętego spokoju.
Kiedy odwróciła głowę do tyłu, zauważyła, jak Tom Riddle uśmiecha się do niej kpiąco.


Wielka Sala nie zmieniła się zupełnie nic od dwudziestu lat. Cztery długie stoły były poustawiane równo koło siebie, zapraszając zapachem jedzenia każdego ucznia, który dopiero wstał. Widok nauczycieli nieco poprawił jej humor, ponieważ rozpoznała kilka twarzy. Profesor McGonagall, siedząca po prawej stronie dyrektora, swobodnie rozmawiała z profesorem Flitwickiem, a Horacy Slughorn z uśmiechem obserwował uczniów.
Ginny jeszcze przez chwilę obserwowała stół nauczycielski, kiedy została pociągnięta przez Jamesa na prawą stronę sali. Niektórzy uczniowie przyglądali im się z zainteresowaniem. Szeptali pomiędzy sobą, wskazując ich palcami albo po prostu obserwując. Ginny gromiła ich wzrokiem, ale nie dawało to satysfakcjonującego efektu.
— Nie przejmuj się nimi. — Usłyszała głos Jamesa. — Zawsze tak robią.
— Wiem.
Siadając przy stole Gryffindoru, wywołali niemałe zamieszanie. Ginny z satysfakcją odnotowała, że niektórzy odsuwali się od niej, chcąc zrobić miejsce.
— Peter! Gdzieś ty był? Już z samego rana musiałeś pójść do kuchni?
Gryfonka uniosła niedowierzająco głowę. Przed nią siedział otyły chłopak z wodnistymi oczyma, które przesuwały się to od niej, to do Jamesa. Spięła się lekko, kiedy zawiesił na niej uważny wzrok.
— Głodny byłem — stwierdził, wzruszając ramionami. 
James przytaknął głową, uśmiechając się szeroko.
— Ginny, poznaj mojego przyjaciela, Petera Pettigrew. Peter, to jest Ginny Weasley, nowa uczennica. Będzie z nami chodzić do klasy — mówił, pokazując ją ręką.
Peter, po wysłuchaniu Jamesa, podał jej rękę na przywitanie. Nie umknęło mu lekkie zawahanie i wrogie spojrzenie, zanim odwzajemniła jego gest. Zaczął z większą uwagą przyglądać się dziewczynie.
James, czując jak atmosfera przy stole się zagęściła, odchrząknął znacząco, powodując zwrócenie na siebie uwagi. Kiedy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, usłyszał za sobą głos Syriusza:
— Cześć, Pete, Jim. — Kiwnął im głową. Po chwili zwrócił wzrok na dziewczynę. — Ginny! Widzę, że już zapoznałaś się z naszym drogim Peterem. — Mrugnął do niej.
— Syriuszu, ona na to nie leci. Możesz sobie odpuścić — powiedział Remus, który nie wiadomo kiedy znalazł się obok Ginny.
Black westchnął, przeczesując palcami włosy. Nie zauważył, jak Ginny wodzi głową od jednego do drugiego.
— Rozdawali już plany? — zapytał Remus, nakładając na swój talerz garstkę owoców i chleb. Przez chwilę przeczesywał stół wzrokiem w poszukiwaniu dżemu, lecz szybko z tego zrezygnował, nie znajdując rzeczonego przedmiotu.
— Nie – odpowiedział James, unosząc głowę do góry. — Będzie lać — stwierdził.
Syriusz powoli przytaknął, z uwagą lustrując cały stół, a po chwili uśmiechnął szeroko.
— Witamy w Hogwarcie — powiedział, przypatrując jej się radośnie.
Ginny jeszcze przez chwilę patrzyła na nich z uwagą, lecz potem potrząsnęła głową. W następnej chwili podeszła profesor McGonagall, rozdając ich plany zajęć. Szybko na niego zerknęła, nie patrząc dokładnie na przedmioty, które będzie dzisiaj mieć. Najbardziej interesowała ją pierwsza i druga lekcja, ponieważ prawdopodobnie nie będzie jej wtedy na zajęciach. Zielarstwo i transmutacja, pomyślała. Nie jest tak źle.
Zwinęła swój plan zajęć z determinacją wypisaną na twarzy. Dyrektorze, nadchodzę.

    
***

Heyo! Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Nie wiedzieć czemu, strasznie ciężko mi się go pisało. Może to przez Toma? 
Postanowiłam rozdział trzeci podzielić na dwie części, ponieważ byłby on strasznie długi, gdybym złożyła go w całość. Sama lubię długie rozdziały ale zniechęcają mnie te, które ciągną się w nieskończoność. Wolę, żeby jednak były podzielone na kilka mniejszych części.





 

          
layout by oreuis