czwartek, 21 lipca 2016

Lód

Tekst w cudzysłowie też proszę czytać. Ściśle przylega do tego, co ja piszę i pomaga bardziej zrozumieć miniaturkę.

***

I
 
"I pamiętam, kiedy go poznałam
To było oczywiste, że był tym jedynym
Oboje to wiedzieliśmy."

     Leżała na wygodnym siedzeniu w przedziale pociągu. Usnęła na chwilę, czekając na swojego przyjaciela. Koło niej była toczona żywa rozmowa. Dochodziły do niej tylko urywki zdań, z których nic nie rozumiała:
     — ... Mary tak mówiła!
     — A co mnie obchodzi jakaś dziewczyna, która ma...
     — ... Jim, to nielogiczne.
     Zmarszczyła brwi. Nie znała żadnego "Jima".
     — ... a ja...
     — ... no jasne, bo ty wszystko...
     Rozmowa była dla niej coraz bardziej niezrozumiała, więc postanowiła otworzyć oczy. 
     — Patrzcie, obudziła się wreszcie.
     Usiadła, przecierając zmęczona oczy. Rzuciła okiem na towarzyszy. Nie spodziewała się tych osób.
     — Jestem James Potter, a to moi przyjaciele, Syriusz Black i Remus Lupin.
     Siedziała przez chwilę zszokowana, lecz potem przywitała się, odwzajemniając uśmiech Jamesa.
     Zapomniała reszty spotkania. Rozmawiała z nimi, powoli przyswajając sobie wiadomość, że cofnęła się w czasie. Uśmiechała się, śmiała, potakiwała.
     Przez połowę spotkania czuła, ze jest obserwowana. Odwróciła wzrok trafiając na szare tęczówki. Patrzyła w nie jak zahipnotyzowana, powoli w nich tonąc. Bezdenne, niczym lód, który się topi, a ona w nim tonie. Powinny być zimne, ale miały w sobie tyle emocji, których nie potrafiła nazwać. Były żywe.
     Czuła, że ginie. W końcu, każdy lód się kiedyś roztapia.
     Po raz pierwszy pomyślała, że śmierć nie jest taka zła.

II

"A gdy lata mijały, wszystko stawało się coraz cięższe
Mieliśmy do czynienia z coraz większą ilością problemów
Błagałam aby został . Próbowałam przypomnieć co mieliśmy na początku."

     Nie wiedziała, co się działo. W jednym dniu wszystko było dobrze, a w następnym nastąpiło piekło.
     Kłóciła się z nimi. Oni się od niej odcięli, a ona od nich. To stało się tak nagle, że wiedziała, iż to nienaturalne. Byli pod wpływem eliksiru, to pewne.
     Próbowała z nimi porozmawiać, przypomnieć, jacy byli na początku. Ale oni nie słuchali. Nigdy tego nie robili.
     I tylko czasami widziała te szare tęczówki, wpatrzone w nią. Widziała te emocje, które potrafiła już rozpoznać. Żal, że nie chcieli tego robić, ale zostali do tego zmuszeni i nie mogą przestać. Błyszczały jak lód w świetle słońca, który go topi. Jaśniały, kiedy na nią patrzyły. Były wtedy takie żywe.
     Woda z topiącego się lodu zatkała jej już nos. Topiła się.
 
III

"Był charyzmatyczny , pociągający, zniewalający
I wszyscy to wiedzieli.
Gdy się pojawiał każda kobieta się oglądała. Każdy wstawał aby z nim porozmawiać."

     Szła z nim do Wielkiej Sali na kolację. Rozmawiał z nią, śmiejąc się lub uśmiechając. Wpatrywała się w niego jak urzeczona. On zdawał się tego nie zauważać, choć może tylko udawał. Rozglądnęła się dookoła, widząc, jak wszystkie dziewczyny uśmiechają się do niego zalotnie, a inne wpatrują się w nią z czystą nienawiścią. Nie wiedziała, co im zrobiła.
     — Syriuszu, one się na ciebie gapią — szepnęła mu dyskretnie, czując się jak ofiara otoczona przez drapieżników.
     — Nie przejmuj się, są zazdrosne — odpowiedział równie cichym tonem.
     — Dlaczego?
     — Bo przebywam z tobą. A one wiedzą, że im do pięt nie dorastasz.
     Stanęła, zbyt zszokowana tym, co powiedział. Nie zauważyła nawet, jak Black uśmiecha się do niej szeroko.
     — Wiedzą też, że mogę zrobić coś takiego.
     Przybliżył się do niej szybko i pocałował ją. To był najdłuższy, a zarazem najlepszy pocałunek jaki w życiu doświadczyła. Czuła się jak w niebie, pragnąc, aby Syriusz już się nigdy nie oddalał. Chciała zatrzymać go tylko dla siebie, nie bacząc na ludzi stojących wokół nich. Teraz nie byli oni ważni.
     Nie wiedziała kiedy, ale Syriusz się od niej odsunął. Jego oczy błyszczały radośnie, takim blaskiem, jakiego jeszcze nigdy nie widziała. Stała jak słup na środku korytarza, uśmiechając się szeroko. Patrzyła w dal, jej oczy zaszły lekką mgłą. Kiedy odwróciła się w stronę chłopaka, jego już nie było koło niej. Został porwany przez tłum ludzi chcących mu pogratulować. Klepali go po plecach, przybijali piątki, wiwatowali. Ale on nie zwracał na nich uwagi. Patrzył jej prosto w oczy.
     Jego szare tęczówki świdrowały ją na wylot, jakby chcąc zapamiętać każdy szczegół z jej twarzy. Lód w jego oczach stopniał, pozostawiając po sobie tylko wodę, w której już wcześniej zaczęła się topić. To był tak piękny widok, że aż zachłysnęła się tą wodą. Jego oczy w tym momencie były takie żywe, rozjaśnione, jakby pod wpływem słońca.
     Śmierć następowała coraz to szybszymi krokami. A ona wcale jej nie powstrzymywała.

IV

"Był jak hybryda, człowiek, który nie może się powstrzymać.
Zawsze miałam wrażenie, że jest rozdarty pomiędzy byciem dobrym człowiekiem a wszelkimi możliwościami jakie życie mogło zaoferować człowiekowi tak wspaniałemu jak on
I zrozumiałam go."

     Będąc na Grimmauld Place, nauczyła się niczemu nie ufać. Ani ludziom, ani rzeczom. Ileż to razy Zakon Feniksa ich zawiódł? Nawet w najprostszych rzeczach? Nie mieściło jej się w głowie, jak można popełniać tak głupie błędy. Patrząc po twarzach jej przyjaciół, też się dziwili. To tak samo dzisiaj. Znów zawiedli. Tym razem jej tatę.
     Wszyscy siedzieli w salonie. W powietrzu czuć było napiętą atmosferę. Molly Weasley wyszła z domu, chcąc pomóc swojemu mężowi. Jej bracia i przyjaciele siedzieli w ciszy, oczekując jakichkolwiek wiadomości. Ledwo powstrzymywała napływające do oczu łzy, wiedząc, że przyznałaby się wtedy do słabości. A ona była silna, nie mogła tego zrobić. To byłoby wielkie upokorzenie.
     Nagle pod stołem poczuła, jak ktoś chwyta jej dłoń. Uniosła głowę, dostrzegając szare tęczówki wpatrzone w jej oczy. Przekazywały one cały smutek i zrozumienie. On wiedział, jakie to uczucie niepewności, kiedy nie wiadomo, czy bliska ci osoba jeszcze żyje.
     Zrozumiała, że on też stracił kogoś bliskiego. Nie chodziło wtedy o rodziców Harry'ego, tylko o kogoś innego. Bliższego. Może jakaś jego dziewczyna, w której się zakochał? Próbowała przypomnieć sobie, czy kiedyś o kimś takim wspominał. Nie mogąc nic wymyślić, popatrzyła w jego oczy.
     Urzekł ją ten odcień szarości. Był niespotykany, choć podświadomie czuła, że skądś zna te szare tęczówki. Jakby już się w nie kiedyś zatopiła, co było niemożliwe. Woda, która kiedyś w nich była, zaczęła znowu zamarzać. Chciała wiedzieć, kto taki roztopił lód w oczach Syriusza. I przez kogo zaczął tworzyć się na nowo.
     Przez krótką chwilę widziała, jak jego oczy błysnęły, kiedy utkwiła w nich wzrok. Były żywe, choć światełko w nich już dawno zgasło. Ale były żywe.
     Woda, która ją topiła, zaczęła stopniowo opadać. Wzięła oddech, choć wiedziała, że już za późno. Z niewiadomych przyczyn, dla niej był już to koniec.

V
"I go kochałam.
kochałam, kochałam, kochałam.
I wciąż go kocham.
Kocham go."

     Stojąc nad jego grobem, zrozumiała, że to koniec. 
     Po kilku latach od wojny dalej nie była w stanie pokochać kogoś innego. Był tym jedynym, wiedziała to. On też. Choć nie mogła się o tym przekonać, wierzyła w to. Tylko przy niej był w ten sposób wesoły, zmieniał się w jej towarzystwie.
     Otarła spływającą po jej policzku łzę. Teraz nie przejmowała się, czy ktoś widzi jej słabość, czy nie. Było jej to obojętne, jak wszystko, od czasu powrotu do przyszłości.
     Nie mogła zobaczyć jego tęczówek. Woda, która zamarzała, teraz na powrót stała się lodem. Wiedziała to. I żałowała z całego serca. Pragnęła, aby lód znowu stopniał, choć wiedziała, że to niemożliwe. Jego oczy były martwe. A ona razem z nimi.
     Leżała koło lodu, a jej ciało się nie poruszało. Serce nie biło, oczy nie jaśniały. Były spowite mgiełką, taką, jaka zawsze występuje u osób nieżywych. Utopiła się.
     A śmierć śmiała się z jej naiwności.

***

Lana Del Rey– National Anthem Monologue

I jak? Podobało się? To moja pierwsza miniaturka jaką w życiu napisałam. Mogła wyjść okropnie, bo nie jestem jeszcze wprawiona w pisanie takich krótkich tekstów, lecz mam nadzieję, że ogólny sens zrozumieliście. A jeśli nie, to cóż...trudno :D
Pisać jeszcze kiedykolwiek miniaturki? Obecnie nie mam pomysłu na żadną z nich, ale jak coś mi wpadnie do głowy, to pewnie napiszę. Tak myślę.
Pozdrawiam gorąco :*




   


 
layout by oreuis